Brytyjska gazeta dowiedziała się, że R. Prodi i co najmniej trzech innych komisarzy o skandalu finansowym w Eurostacie miało więcej informacji, niż przyznali się do tego w czasie dotychczasowych przesłuchań zmierzających do wyjaśnienia sprawy. Wygląda na to, że mimo wielu zapewnień o zwalczaniu nadużyć i ujawnianiu ich sprawców, ekipa Prodi`ego nie podjęła zdecydowanych działań. Stało się tak, choć pojawiały się ostrzeżenia, że w Eurostacie dzieje się coś niedobrego.
Śledztwo w prokuraturze
Francuska prokuratura wszczęła już wstępne postępowanie w celu wyjaśnienia wydarzeń w Eurostacie, gdzie wewnętrzna kontrola Komisji znalazła dowody "kradzieży unijnych funduszy na wielką skalę". Inspektorzy OLAF-a, unijnej komórki ds. nadużyć finansowych, już w marcu sformułowali podejrzenie, że Yves Franchet, dyrektor generalny Eurostatu, i Daniel Byk, szef jednego z departamentów, obaj Francuzi, wyprowadzili z Eurostatu prawie 900 tys. euro za pośrednictwem tajnego konta w Luksemburgu. Obaj twierdzą, że nie zakładali takiego konta, nie deponowali na nim pieniędzy ani też w żaden inny sposób nie wzbogacili się kosztem Eurostatu.
Afera wokół urzędu statystycznego jest największym tego typu skandalem w Unii od czasu rozwiązania z hukiem w 1999 r. Komisji Europejskiej, kierowanej przez Jacquesa Santera, pod zarzutem nepotyzmu i nieprawidłowości w zarządzaniu.
Komisja na razie odmawia informacji, kto, co wiedział o sprawie Eurostatu i kiedy. Jej jedyne publiczne oświadczenie w tej kwestii głosi, że Michaele Schreyer, unijny komisarz do spraw budżetu, po raz pierwszy zobaczyła krytyczne wewnętrzne raporty w lutym i w maju br. Tymczasem Franchet w nieemitowanym wywiadzie telewizyjnym powiedział, że informował o tym na bieżąco Romano Prodi`ego, a także Neila Kinnocka, komisarza administracyjnego, i Pedro Solbesa, komisarza ds. finansowych.