Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) już od dawna naciskała na dwie największe amerykańskie giełdy, aby umożliwiły sobie wzajemne notowanie akcji. Pomysł taki pojawił się po atakach terrorystycznych na USA z 11 września 2001 r. Wówczas zniszczona została częściowo siedziba innej giełdy - American Stock Exchange (Amex), a NYSE, położona w sąsiedztwie zburzonych gmachów World Trade Center, była nieczynna przez cztery dni, najdłużej od Wielkiego Kryzysu w latach 20. ubiegłego wieku.

Przedstawiciele Nasdaq już na początku czerwca poinformowali reprezentantów amerykańskiego rynku kapitałowego, że specjalny system CAES (Computer Assisted Execution System) może być używany do obrotu akcjami spółek z NYSE w razie "wystąpienia jakichś nieprzewidzianych okoliczności". Z kolei jeden z wiceprezesów NYSE - Robert Britz - już w lutym br. mówił w Kongresie, że jego giełda jest w każdej chwili gotowa przejąć handel walorami spółek wchodzących w skład indeksu Nasdaq 250, które odpowiadają za ok. 80% dziennych obrotów na elektronicznym rynku.

Wczoraj przedstawiciele NYSE i Nasdaq zgodnie oświadczyli, że połączyli swoje systemy w taki sposób, aby w "nadzwyczajnych przypadkach" możliwy był wzajemny obrót akcjami. Jak podkreślili, najpoważniejszą przeszkodą do pokonania było ujednolicenie oficjalnych skrótów nazw spółek (tzw. tickerów), które na NYSE są trzyliterowe a na Nasdaq czteroliterowe.

Robert Britz podkreślił, że jeszcze w tym kwartale, czyli do końca czerwca NYSE przeprowadzi odpowiednie testy awaryjnego systemu. Nasdaq dał sobie trochę więcej czasu. Całą operację ma zakończyć przed 1 października br.

Wspólne działanie w sytuacjach kryzysowych to chyba na razie jedyny sojusz, jaki mogą zawrzeć obie nowojorskie giełdy. W innych segmentach, takich jak kryteria dopuszczeniowe dla emitentów czy prowizje pobierane od uczestników rynku, bardzo mocno ze sobą konkurują.