Przedstawiciele resortu skarbu nie kryli oburzenia treścią informacji o kontroli przeprowadzonej przez NIK. Minister Piotr Czyżewski stwierdził, że opisuje ona hipotetyczne nieprawidłowości, bez podania przykładów z praktyki. Według ministra, dokument sporządzony przez NIK zawiera oceny niezgodne z stanem prawnym, co więcej - raport mówi o nieprawidłowościach, których, zdaniem resortu, nie ma. Według MSP, sama analiza została ponadto sporządzona niezgodnie z art. 64 ustawy o Najwyższej Izbie Kontroli.
Zgodnie z nią, informacje o wynikach kontroli, przed poinformowaniem posłów, NIK powinien przedstawić resortowi skarbu, jako organowi poddanemu kontroli. Później Izba powinna dołączyć opinię resortu do raportu i dopiero potem upublicznić. Tylko na żądanie Sejmu, prezydenta lub premiera przedstawia się wyniki badania bez stanowiska podmiotu kontrolowanego. Tak się nie stało. - Przekazaliśmy 12 czerwca dokument resortowi skarbu - w poniedziałek minął termin nadesłania stanowiska - twierdził Krzysztof Szwedowski, wiceprezes NIK.
- Mieliśmy bardzo mało czasu na przyjrzenie się raportowi, który liczył kilkaset stron. Minister skarbu podpisał dokument w poniedziałek o 22.00. O tej porze mogliśmy go wysłać tylko na Berdyczów. Informacja bez naszego stanowiska nie powinna być przedstawiona opinii publicznej - ripostował Józef Mikosa, dyrektor generalny w MSP. Ze względu na to, że przedstawione raporty NIK i opinia resortu skarbu zostały ujawnione posłom dopiero we wtorek, sejmowa komisja zajmie się w piątek ich rozpatrzeniem. - Jestem przekonany, że na piątku się nie skończy - ocenia Rafał Zagórny, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Skarbu.
Volvo (pięć) i klimatyzator
(jeden)