"BP zapłaci trzeciemu w Rosji producentowi ropy naftowej 2,4 mld USD w gotówce i 3,75 mld USD w akcjach w zamian za 50-proc. udział w spółce joint venture należącej do Tiumen" - podała londyńska firma w orzeczeniu skierowanym do brytyjskiego regulatora rynku paliw. Pierwotnie w gotówce miało zostać przekazane rosyjskiej spółce nieco więcej - 3 mld USD. Zmniejszenie tej kwoty nastąpiło m.in. w związku z możliwością włączenia do przedsięwzięcia przejmowanego przez Tiumen innego koncernu naftowego - Slavnieftu. Łączna wartość inwestycji BP od 1990 r. przekroczyła już 100 mld USD.

Do zwiększenia zaangażowania w Rosji zmuszają brytyjskiego potentata nie przynoszące zysków lub opóźnione inwestycje na Bliskim Wschodzie. Obecna stabilna pozycja polityczna i gospodarcza drugiego na świecie eksportera ropy czyni natomiast ten kraj coraz bardziej atrakcyjnym pod względem inwestycji. - Rosyjska ekspansja to jeden ze strategicznych celów w procesie odnowy naszej spółki - powiedział dyrektor generalny brytyjskiej spółki, Edmund John Browne. Rosja ma się stać drugim po Zatoce Meksykańskiej kierunkiem rozwoju BP.

Podjęcie ostatecznej decyzji w sprawie brytyjsko-rosyjskiego joint venture zbiegło się w czasie z wizytą prezydenta Wladimira Putina w Anglii. Rozmowy na ten temat prowadził on z premierem Tonym Blairem. Wielka Brytania jest obecnie największym zagranicznym inwestorem w Rosji.

Konkurenci BP nie pozostają jednak w tyle pod względem szukania nowym możliwości rozwoju na terenie Rosji. Royal Dutch/Shell, wraz z japońskimi partnerami Mitsui & Co. oraz Mitsubishi, już zadecydowały o zainwestowaniu 10 mld USD na pacyficznym wybrzeżu Rosji. Shell ma 55% udziałów w przedsięwzięciu. Ropa z tych obszarów ma być eksportowana m.in. na Tajwan oraz do Ameryki Północnej.

Analitycy zwracają uwagę, że sam fakt podjęcia nowej inicjatywy w Rosji nie jest już powodem do radości dla BP i jego akcjonariuszy. - Nowe joint venture musi zacząć przynosić rzeczywiste zyski. Ryzyko, jakie podejmuje BP jest nieco większe niż np. w przypadku Shella - twierdzi Ruben Mikkers, zarządzający z Robecco Groep w Rotterdamie.