Według danych CardWeb.com, instytucji badającej rynek kredytu konsumenckiego w USA, najdroższą formą zaciągania pożyczek pozostają wciąż karty kredytowe. Tuż przed środowym cięciem Fed średnie oprocentowanie "plastikowego pieniądza" wynosiło 14,94%. Kolejne cięcie niewiele tu zmieni, ponieważ ten rodzaj kredytu od stycznia 2002 r. powoli drożeje. Tylko w pierwszej fazie obniżania stóp w 2001 r. oprocentowanie kart kredytowych spadło łącznie o około 2%. Potem mimo kolejnych cięć - rosło. W tym samym czasie taniały inne, zabezpieczone kredyty, na przykład na kupno domu lub samochodu.
Powodem wysokiego oprocentowania "plastiku" są, zdaniem banków, sami konsumenci, którzy w trudnej sytuacji gospodarczej przestali spłacać pożyczone pieniądze, albo przekroczyli dopuszczalny limit. Emitenci kart kredytowych zaczęli więc nakładać na nich karne odsetki i opłaty manipulacyjne. Proces ten dotyczył zarówno kart o stałym oprocentowaniu (fixed rate), jak i o oprocentowaniu zmiennym (variable rate), bezpośrednio powiązanym z wysokością podstawowej stopy bankowej (prime rate).
Zwiększyło to jeszcze bardziej koszty kredytu konsumpcyjnego, stawiając pod znakiem zapytania sens obniżek stóp przez Fed. Polityka Rezerwy Federalnej zmierza bowiem do zwiększenia wewnętrznego popytu przez ułatwianie dostępu do pieniądza. Tymczasem konsumenci zamiast cieszyć się z taniego kredytu, spłacają odsetki od starych długów. Średnie obciążenie amerykańskiej rodziny przekracza dziś 6000 USD.
Organizacje konsumenckie doradzają Amerykanom poszukiwanie specjalnych ofert, jakie ogłaszają banki w celu pozyskania nowych klientów lub utrzymania przy sobie dotychczasowych o dobrej historii kredytowej. Emitenci potrafią oferować nawet zerowe oprocentowanie na określony okres. Aż 56% banków w USA obniża też swoim klientom odsetki, jeśli inicjatywa zmniejszenia oprocentowania wychodzi od samego konsumenta.