Na weekend zapowiedziano nieformalne posiedzenie niemieckiego rządu. Odbędzie się ono poza Berlinem i Schroeder chce przekonać na nim ministrów, by planowane na 2005 r. obniżki podatków wprowadzić o rok wcześniej. Rządy poszczególnych krajów tworzących federację mogą się jednak nie zgodzić na wcześniejszą redukcję w obawie przed zwiększeniem deficytu budżetowego.

Wiadomo już, że w tym roku deficyt niemieckiego budżetu po raz drugi z rzędu przekroczy limit 3% PKB przyjęty dla krajów strefy euro. Limit ten ustalano w czasach dobrej koniunktury, by umocnić pozycję wspólnej waluty. Tymczasem od trzech lat największa europejska gospodarka przeżywa stagnację. Bezrobocie w maju obejmowało 4,45 mln ludzi, a więc było najwyższe od prawie 5 lat, a wskaźnik zaufania konsumentów spadł do poziomu najniższego od ośmiu lat.

Schroeder chce obniżyć górną stawkę podatku dochodowego od osób fizycznych do 42%, z obecnie obowiązujących 48,5%, a najniższą do 15% z 19,9% i to już od 1 stycznia 2004 r. Oznaczałoby to zmniejszenie obciążeń podatkowych o 22 mld euro i skorzystałyby na tym również małe i średnie firmy, które zazwyczaj rozliczają się z fiskusem według stawek dochodów osobistych.

Jeśli rząd przyjmie projekt kanclerza, to ostatecznie o wcześniejszym obniżeniu podatków zadecyduje parlament. Sfinansowanie mniejszych przychodów będzie bowiem wymagało dalszych cięć wydatków w przygotowanym już przez ministra finansów projekcie budżetu na przyszły rok. Przewiduje on między innymi redukcje dopłat dla rolnictwa i kopalń węgla. Przeciwko tym oszczędnościom protestują już przedstawiciele niektórych landów. Proponowana przez kanclerza obniżka podatków zmniejszyłaby bowiem przychody 15 tys. lokalnych samorządów o 3,3 mld euro, a i tak ich łączny deficyt sięga już 6,7 mld euro.

Dwie trzecie Niemców popiera jednak plan Schroedera wcześniejszego zredukowania podatków - wynika z badania opinii publicznej przeprowadzonego ostatnio przez firmę Forsa .