Po 11 miesiącach urzędowania Grzegorza Kołodki ekonomiści i politycy chcą chyba uspokojenia w polityce finansowej, bo większość z nich mówi właśnie o talentach mediacyjnych ministra finansów. Najbardziej mogą się one przydać w negocjacjach z NBP w sprawie rezerwy rewaluacyjnej.
- Od nowego ministra finansów oczekuję przede wszystkim, że usiądzie do stołu i porozmawia z prezesem NBP na temat rezerw. Nie tylko rewaluacyjnej, ale także dewizowej - mówi Mieczysław Czerniawski, przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych. - Chciałbym, aby wspólnie odpowiedzieli na pytanie, czy można będzie je wykorzystać w budżecie. Myślę, że te negocjacje minister Raczko zakończy z sukcesem. To człowiek o dużym doświadczeniu nie tylko w ekonomii, ale również w dyplomacji.
W porozumienie z NBP wierzą też ekonomiści. Zdaniem Macieja Relugi, głównego ekonomisty BZ WBK, uruchomienie części rezerw banku centralnego nastąpi - choć nie będzie to wyglądało tak, jak zaplanował to poprzednik A. Raczki. Sam minister pośrednio też przyznaje, że zastosuje mechanizm, który nie spowoduje wzrostu inflacji. O tym, że rozwiązanie, w którym rezerwa NBP powiększa dochód budżetu jest złe, mówił otwarcie kilka miesięcy temu.
Nikt nie wątpi w przygotowanie merytoryczne nowego ministra finansów. - To jeden z czołowych polskich ekonomistów. Raczej fachowiec niż polityk. Swoje umiejętności pokazał już, pracując wcześniej w Ministerstwie Finansów. Wystarczy przypomnieć sprawę udanej emisji obligacji na rynku amerykańskim czy wykup brazylijskiego długu - mówi Marcin Kaszuba, który był rzecznikiem Ministerstwa Finansów, gdy A. Raczko był tam wiceministrem.
Ekonomiści zgadzają się w ocenach poziomu merytorycznego ministra, jednak nie mają wątpliwości: pozycja szefa resortu finansów w rządzie jest obecnie bardzo słaba. - Rynek jest przekonany, że wszystkie istotne decyzje Andrzej Raczko musi konsultować z wicepremierem Hausnerem. Dlatego teraz o wiele ważniejsze są słowa ministra gospodarki i pracy niż szefa resortu finansów - ocenia Maciej Reluga.