Wygląda na to, że mimo rychłego wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej, polski rynek ubezpieczeniowy ma jeszcze daleką drogę do przebycia, by osiągnąć podobny poziom rozwoju, jak notowany w najbogatszych państwach członkowskich. Perspektywy jego rozwoju są jednak bardzo obiecujące.
Mimo swojej płytkości Polski rynek ubezpieczeniowy jest największy w Europie Środkowej i Wschodniej. Kolejne miejsca zajmują: Czechy, Węgry i Słowenia. Według analityków ze szwajcarskiej firmy Swiss Re (Sigma 6/2002 "World Insurance in 2001"), ubezpieczyciele uzyskali u nas przypis składki brutto w wysokości 5,41 mld USD. Nie oznacza to jednak, że możemy spocząć na laurach. Dla porównania, ubezpieczyciele działający w Wielkiej Brytanii (lider tego zestawienia) zebrali w tym czasie 218,38 mld USD składek brutto. Polska nie wypada też okazale, jeśli weźmiemy pod uwagę wartość składki na jednego mieszkańca (składka per capita). W 2001 r. było to zaledwie 140 USD. Liderzy rankingu - Szwajcarzy - wydają rocznie na ubezpieczenia 4342,8 USD. Polskę charakteryzuje ciągle stosunkowo niski udział ubezpieczeń na życie w strukturze przychodów ze składek. Nie ma co się dziwić, bo jeśli klient indywidualny kupi już polisę, to płaci miesięcznie średnio 100 zł składki. Wygląda na to, że mimo bliskiego wstąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej, mamy jeszcze daleką drogę do przebycia, aby osiągnąć podobny poziom rozwoju, jak w krajach należących do Piętnastki.
Coraz krótsza kołdra
Oczywiście, gwałtowny wzrost środkowoeuropejskich rynków ubezpieczeniowych z lat 90. nie był w stanie zniwelować różnic, jakie dzieliły kraje regionu od bogatej Europy. Nie pomaga nam spowolnienie gospodarcze, co widać zwłaszcza w dziale ubezpieczeń majątkowych i pozostałych osobowych. W ciągu 2002 r. przypis składki brutto osobowych zwiększył się o 0,86% i osiągnął wartość 13,24 mld zł. Według danych Urzędu KNUiFE, aż 13 zakładów odnotowało nominalny spadek składki brutto w stosunku do analogicznego okresu 2001 r. Niestety, sektor majątkowy o kilku lat drepcze ze składką w miejscu. Jako powód tego złego stanu, który bez większych obaw można nazwać recesją, wskazuje się ostrą konkurencję cenową pomiędzy firmami, które walczą o udział w rynku.
Co gorsza, od dwóch lat w I kwartale można zaobserwować nominalny spadek przypisu składki (ostatnio o 0,4%). Jest to o tyle niepokojące zjawisko, że w pierwszych trzech miesiącach roku zakłady zawierają przeciętnie 40% umów i uzyskują zwyczajowo największy przypis składki w ciągu roku (30,72% w całym 2002 r.). W pozostałych okresach obrachunkowych udział sprzedanych polis wahał się od 18,91% (IV kwartał) do 21,07% (II kwartał). Z kolei udział uzyskiwanego przypisu systematycznie spadał z 23,58% w II kwartale, do 22,94% w okresie październik-grudzień.