Andrzej Raczko zdecydowanie weryfikuje plany pozostawione na jego biurku przez Grzegorza Kołodkę. Na pierwszy ogień poszedł najbardziej kontrowersyjny zapis w przyszłorocznym budżecie czyli rezerwa rewaluacyjna. Nowy minister finansów uważa, że nie jest on właściwy i jeszcze w bieżącym tygodniu zamierza rozmawiać z bankiem centralnym o alternatywnym sposobie wykorzystania rezerw NBP.
- Nie byłem fanem tego rozwiązania, natomiast jestem fanem współpracy z NBP i uzyskania takiego porozumienia, aby można było spożytkować aktywa banku na spłatę zadłużenia zagranicznego - powiedział w poniedziałek Andrzej Raczko.
Taki sposób wykorzystania rezerwy dopuścił wczoraj wicepremier i minister gospodarki Jerzy Hausner. - Pod uwagę branych jest kilka wariantów rozwiązania kwestii rezerw. Każdy z nich niesie ze sobą określone koszty dla budżetu. Jeżeli wykorzystamy te pieniądze na spłatę zadłużenia zagranicznego, jak chciałby tego minister finansów, to deficyt budżetowy wzrośnie przejściowo w 2004 i być może w 2005 roku - powiedział nam wczoraj J. Hausner.
Propozycja rządu wychodzi na przeciw sugestiom niektórych członków RPP, którzy są skłonni zaakceptować takie rozwiązanie.
Jednak negocjacje z bankiem centralnym będą bardzo skomplikowane. RPP w sprawie rezerwy rewaluacyjnej jest wyjątkowo jednomyślna - wszyscy członkowi Rady są przeciwni uszczuplaniu środków na ryzyko kursowe. - Polska waluta nie ma jeszcze ustabilizowanej, wysokiej pozycji na rynkach finansowych, więc należy uważać z wszelkimi decyzjami związanymi z polityką pieniężną. Nie można ryzykować, bo to będzie drogo kosztować polską walutę - ostrzega Janusz Krzyżewski z RPP.