- Do tej pory nikt w Polsce nie podjął się merytorycznej, opartej na konkretnych wyliczeniach, dyskusji o wprowadzeniu podatku liniowego. Dzięki analizie przeprowadzonej przez resort finansów mamy zamiar taką dyskusję zainicjować - powiedział J. Hausner. Zdaniem szefa resortu finansów Andrzeja Raczko, dyskusja ta powinna koncentrować się na wysokości stawki oraz zmianach po stronie wydatkowej budżetu, które powinny zrekompensować ubytek dochodów spowodowany wprowadzeniem podatku liniowego.
Nikt nie może stracić
- Decyzja o wprowadzeniu tego podatku musi być także poprzedzona ustaleniem kwoty wolnej czy definicji kosztów uzyskania przychodu - powiedział A. Raczko. Tymczasem z wyliczeń ministerialnych wynika, że na podatku liniowym zyskałyby najwięcej osoby płacące podatek według trzeciej stawki. Ich obciążenia na rzecz fiskusa zmniejszyłyby się nawet o 20 tys. zł. Z kolei zarabiający najmniej zapłaciliby do169 zł więcej niż teraz. Nie ma więc szans na to, aby podatek liniowy zadebiutował już w przyszłym roku, gdyż wspomnianych przez ministra Raczko ustaleń nie da się przeprowadzić do 29 lipca. Wtedy to rząd ma przyjąć założenia do ustaw podatkowych i budżetu na przyszły rok. Według nich, deficyt nie będzie wyższy niż 47,1 mld zł, po uwzględnieniu mniejszych wpływów z prywatyzacji oraz braku zgody NBP na rozwiązanie rezerwy rewaluacyjnej.
Z wypowiedzi przedstawicieli rządu można wnioskować, że w przyszłym roku wszyscy prowadzący działalność gospodarczą będą płacić podatek CIT. Jego stawka ma wynieść 19%, jak założył jeszcze poprzedni minister finansów Grzegorz Kołodko.
O liniowym będą rozmawiać