Do wynagrodzenia w akcjach nie będą uprawnieni prezes Microsoftu Bill Gates ani dyrektor generalny Steve Balmer. Obaj są i tak największymi indywidualnymi udziałowcami firmy. Kontrolują łącznie ponad 15% kapitału.
Programy dystrybucji opcji sprawdzały się w okresie technologicznej hossy. Dzięki temu firmom udawało się utrzymywać najlepszych pracowników, a ci z kolei mieli szansę stać się milionerami. W momencie spadku kursów opcje w wielu przypadkach stawały się jednak bezwartościowymi świstkami papieru. Microsoft opracował więc nową strategię wynagradzania pracowników.
Szef operacji finansowych Microsoftu John Connors nie chciał komentować doniesień o planach dystrybucji dodatkowych 10 miliardów USD w formie dywidendy. Przecieki na ten temat opublikował niedawno "Financial Times". Jeśli jednak dojdzie do tej wypłaty, będzie to także kolejna forma wynagrodzenia pracowników firmy.
Zmiana polityki Microsoftu może wpłynąć na praktyki stosowane w całym sektorze zaawansowanych technologii, gdzie do tej pory formą dodatkowego wynagrodzenia były właśnie opcje. Powodowało to zamieszanie w rachunkowości spółek. Opcje bowiem nie były uwzględnianie w wydatkach, co powodowało, że na papierze firmy były bardziej rentowne. Teraz Microsoft zadeklarował, że wszystkie wynagrodzenia w akcjach będą uwzględniane jako rzeczywiste wydatki korporacji. Może to jednak niekorzystnie wpłynąć na zyski firmy. Jej sprawozdania finansowe staną się za to bardziej przejrzyste.
Na razie jednak szefowie Intela i Cisco Systems oświadczyli, że ich firmy nie zrezygnują z wynagradzania swoich pracowników opcjami. Intel był jednym z pierwszych przedsiębiorstw technologicznych, które zaczęły uwzględniać ten rodzaj wynagrodzeń jako wydatki firmy.