Zysk netto największej na świecie grupy finansowej - Citigroup - wyniósł w II kwartale br. 4,3 mld USD (83 centów na akcję) i był o 5% wyższy niż w analogicznym okresie ub.r. Wynik ten przekroczył też oczekiwania analityków, którzy spodziewali się, że zysk na jeden walor spółki wyniesie 80 centów. Przychody Citigroup zwiększyły się natomiast o 7,6%, do 19,4 mld USD.

Motorem napędowym dla Citigroup była w ubiegłym kwartale działalność na rynku kredytowym. Wyniki w tym segmencie rynku poprawiły się aż o 18% i odpowiadały aż za 53% skonsolidowanego zysku spółki. Oddział inwestycyjny firmy, noszący do niedawna nazwę Salomon Smith Barney, mógł też pochwalić się poprawą wyników w niektórych segmentach działalności, takich jak handel na rynku obligacji i gwarantowanie emisji. Wciąż notował natomiast gorsze rezultaty z handlu akcjami oraz z doradztwa przy fuzjach i przejęciach. Ogółem zysk z bankowości inwestycyjnej i korporacyjnej Citigroup wzrósł o 2%, do 1,34 mld USD.

Z kolei trzeci co do wielkości bank w Stanach Zjednoczonych - Bank of America - zanotował w II kwartale 23-proc. wzrost zysku netto, do 2,74 mld USD (1,8 USD na walor). Jest to również lepszy wynik od prognozowanego przez analityków, wśród których przeważał pogląd, że zysk na akcję BoA wyniesie ok. 1,57 centów. Przychody spółki zwiększyły się o 12%, do 9,78 mld USD.

Podobnie jak Citigroup, BoA skorzystał z najniższych od 45 lat stóp procentowych w USA, które pobudziły popyt na kredyty. Z działalności na tym rynku bank wypracował ok. 50% zysku. Było to tym łatwiejsze, że BoA dysponuje w Stanach Zjednoczonych ponad 4,2 tys. oddziałów i pod tym względem jest zdecydowanym liderem. - Dziennie placówki BoA odwiedzają miliony klientów. Jeśli chodzi o kredyty konsumpcyjne bank jest zdecydowanym liderem. Decyzja Fed najlepiej wpłynęła na wyniki BoA spośród wszystkich banków w USA, prowadzących działalność kredytową - powiedział agencji Bloomberga Michael Holton z funduszu inwestycyjnego T. Rowe Price Group.