Pożyczka, której NBP miałby udzielić rządowi, zastąpiła zaproponowane przez byłego ministra finansów Grzegorza Kołodkę rozwiązanie rezerwy rewaluacyjnej (czyli różnicy między ceną zakupu a obecnym kursem walut, znajdujących się w rezerwach banku centralnego). Przedstawiciele banku centralnego twierdzili bowiem, że rezerwa istnieje tylko w księgach rachunkowych NBP, a jej rozwiązanie i wypłacenie pieniędzy rządowi byłoby niczym innym, jak dodrukiem złotówek. Zgodzili się za to rozmawiać o pożyczce.
Do tej pory ani ze strony NBP, ani RPP nie padały żadne konkretne kwoty. Za to przedstawiciele Ministerstwa Finansów mówili, że 1-1,5 mld dolarów pożyczki pozwoliłoby Polsce na wykupienie ostatnich pozostających w obrocie obligacji Brady'ego. Jednak wczoraj Dariusz Rosati, członek RPP, podniósł stawkę.
- To nie może być zbyt duża kwota, na pewno nie mówimy o kwocie 10 mld dolarów - powiedział. - Jeśli jednak mielibyśmy pożyczyć 3-4 mld dolarów, to obniżyłoby poziom zadłużenia w relacji do PKB wg rachunkowości europejskiej, a przy okazji rozwiązało część rezerwy rewaluacyjnej, która w przyszłym roku wpłynęłaby do budżetu.
Analitycy, ankietowani przez PARKIET dwa tygodnie temu, mówili, że pożyczka dla budżetu mogłaby wynieść od 4 do 5 mld dolarów. Wynika to z faktu, że nawet po uszczupleniu o taką kwotę rezerw wynoszących ponad 30 mld dolarów, ich poziom nadal zapewniałby bezpieczeństwo rynkowi walutowemu.
Zdaniem D. Rosatiego, pożyczka w wysokości 3-4 mld dolarów byłaby możliwa pod jeszcze jednym warunkiem - jeśli środki z niej poszłyby również na spłatę części kredytów wobec Klubu Paryskiego, zrzeszajacego państwa-wierzycieli Polski. Ich wartośc wynosi blisko 18 mld dolarów.