Przy otwieraniu pozycji na rynku terminowym inwestor musi wnieść tzw. depozyt zabezpieczający. Gwarantuje on wykonanie zobowiązań wynikających z transakcji prawami pochodnymi. Może być pokryty gotówką lub, w części, papierami wartościowymi. Zdaniem specjalistów, ta druga możliwość wykorzystywana jest rzadko, choć zwiększa efektywność inwestycji, (np. ze względu na oprocentowanie zdeponowanych obligacji).

- Szacunkowo, depozyty zabezpieczone papierami wartościowymi stanowią 2-3% wartości wszystkich depozytów - mówi Wiesław Krzywina, dyrektor Izby Rozrachunkowej Instrumentów Pochodnych KDPW. - Mała popularność tego rozwiązania wynika najprawdopodobniej z faktu, że inwestorzy z rynku terminowego często nie mają na rachunkach akcji czy obligacji. KDPW pracuje nad kontraktami terminowymi na obligacje - nowym instrumentem, który ma zagościć na GPW. - Depozyt w postaci obligacji może stać się popularny, kiedy do obrotu kontraktami przystąpią banki - mówi W. Krzywina.

Zdaniem Dariusza Wawrzyńczaka, zastępcy dyrektora wydziału ds. operacyjnych DM BOŚ (największy broker na rynku terminowym GPW), możliwość wykorzystania papierów wartościowych pod zastaw jest znana inwestorom. Ocenia, że w jego domu maklerskim ok. 80% depozytów w postaci papierów wartościowych stanowią obligacje, reszta to akcje.

Papiery wartościowe (obligacje i akcje spółek z WIG20) mogą stanowić 60% wartości depozytu utrzymującego, który równy jest w przypadku futures na WIG20 4,8% wartości całego kontraktu. Reszta depozytu musi być uzupełniona gotówką. Nie można brać pod uwagę całej wartości rynkowej posiadanego portfela akcji i obligacji, ale część. Określa ją tzw. stopa uznania. Ustala ją codziennie KDPW, biorąc pod uwagę m.in. płynność i zmienność kursu walorów. Dla obligacji wielkość ta wynosi 90%, a dla akcji od 0 do 70% (najwyższy wskaźnik miało wczoraj 11 spółek). Walory wykorzystane w zastawie są faktycznie odblokowywane i dostępne na rachunku inwestora następnego dnia po zamknięciu pozycji na rynku pochodnym.