- Spółka powstała w wyniku tej fuzji może stać się nastawionym na zysk monopolem - powiedziała Clara Furse na dorocznym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy London Stock Exchange. Clearnet i LCH pod koniec czerwca zapowiedziały połączenie się i utworzenie spółki, która będzie obsługiwała wszystkie transakcje na giełdach w Londynie, Paryżu, Brukseli i Amsterdamie oraz na rynkach instrumentów pochodnych. Jedna czwarta zysku nowej spółki trafiałaby do Euronextu, a więc konkurenta londyńskiej giełdy, gdyż ma on udziały w Clearnet. Już w dniu proklamowania fuzji LSE poinformowała, że sprawdza inne możliwości clearingu.
LCH świadczy tego rodzaju usługi dla londyńskiej giełdy i jest od niej niezależna. Clearing polega na sprawdzaniu, czy zlecający kupno papierów wartościowych ma pieniądze na zrealizowanie transakcji, a jej rozliczanie, którym też zajmują się łączące się spółki, to dopilnowanie, by gotówka dotarła do sprzedającego, a papiery do kupującego. Największa europejska firma z tej branży - Euroclear - rozliczyła w ub.r. transakcje o łącznej wartości 238 bln euro.
Giełdy są pod ciągłą presją głównych klientów, a więc banków i firm maklerskich, które domagają się obniżenia kosztów transakcji międzynarodowych. A właśnie konsolidacja firm clearingowo-rozliczeniowych mogłaby pozwolić na obniżenie opłat za takie transakcje. Oszacowano już nawet, że dzięki ujednoliceniu systemu i wyeliminowaniu niektórych etapów, fuzja brytyjskiej i francuskiej spółki zmniejszy koszty clearingu o 30-50%.
LSE krytykuje tę fuzję, gdyż, jak przyznała Clara Furse, londyńskiej giełdzie nie udało się opracować nowej umowy z LCH, a negocjacje w tej sprawie przyniosły "stosunkowo niewielki postęp".