Branson zapowiedział początek lotów nowych linii na czerwiec przyszłego roku. - Planujemy wejście na rynek i zapewnienie sobie pozycji trzeciego najpotężniejszego taniego przewoźnika w USA - zadeklarował Branson. Obecnie liderami na rynku po drugiej stronie Atlantyku są JetBlue i Southwest.

Podczas promocji nowego przedsięwzięcia, które będzie prowadzone pod istniejącą już marką Virign Atlantic, Branson tryskał optymizmem. Dał do zrozumienia, że najgorsze lata linie lotnicze mają już za sobą. - Teraz, zwłaszcza na rynku podróży służbowych, może być już tylko lepiej. Zwiększa się też ruch w pierwszej klasie. SARS jest za nami, recesja zaczyna się od nas odsuwać - mówił Branson. Nowe oferty dla zasobniejszych konsumentów to nie przypadek. Virgin Atlantic walczy obecnie z British Airways o klientów korzystających do niedawna z lotów Concorde'a.

Podobnie jak w przypadku australijskiej filii brytyjskiego przewoźnika -Virgin Blue, początki amerykańskiej jednostki będą skromne. Zacznie od niewielkiej floty 10 samolotów, by pod koniec 2005 r. latać już trzydziestoma. - Uważam, że to najlepszy sposób na budowanie przedsiębiorstw - powiedział Branson.

Plany Bransona mogą jednak pokrzyżować amerykańskie przepisy. Według nich, zagraniczne firmy, które tworzą w branży lotniczej filie w Stanach Zjednoczonych, mają prawo do jedynie 25% głosów na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy oraz do najwyżej 49-proc. udziału w takiej firmie. Oznacza to, że Virgin Group może zostać zmuszona do pozbycia się kontroli nad spółką, którą sama stworzy. Miesiąc temu amerykański sekretarz do spraw transportu Norman Mineta zaapelował do Kongresu USA o modyfikację tych przepisów. Pytany o tę kwestię Richard Branson wyraził nadzieję, że prawo będzie zmienione i Virgin nie straci kontroli nad swoim najnowszym amerykańskim dzieckiem.