Czwartkowe sesje na europejskich parkietach rozpoczęły się od spadków. Tak inwestorzy zareagowali na rozczarowujący wynik IBM, a później Nokii. Warto odnotować te reakcje na wyniki kwartalne, gdyż są one namacalnym przykładem zmiany nastrojów na rynkach. W obu bowiem przypadkach, wyniki były zgodne z prognozami. Okazuje się jednak, że to już jest za mało żeby kursy rosły. Z fundamentalnego punktu widzenia to nie dziwi. Nie, przy tak "wirtualnej" wycenie akcji. Na obecnym etapie, rynki zdyskontował nie tylko ożywienie w III i IV kwartale, ale jeszcze przynajmniej w dwóch kolejnych. Problem w tym, że nikt na fundamenty nie patrzy. Gdyby tak było indeksy powinny być dużo, dużo niżej. Teraz liczy się tylko, mówiąc kolokwialnie, kasa i psychologia. Tej pierwszej, z uwagi na koniec hossy na obligacjach, jest na rynku pod dostatkiem. Natomiast aspekt psychologiczny "nakręca" powszechne oczekiwanie na ożywienie, zarówno w amerykańskiej, jak i światowej gospodarce. Mieszanka ta jest głównym motorem napędowym rozpoczętej w marcu hossy. Jednak w ostatnich dniach coś zaczyna się psuć. Amerykańskich graczy przestaje zadawalać osiągnięcie prognoz przez spółki. A to może oznaczać tylko jedno - koniec wzrostów.
Takie spostrzeżenia potwierdza analiza techniczna. Indeks S&P500 zatrzymał się tuż pod 62-proc. zniesienia ubiegłorocznych spadków, po czym przełamując czteromiesięczną linię hossy, dał sygnał sprzedaży. Ostatnie, nieudane wybicie ponad 1010 pkt., może prowadzić do utworzenia podwójnego szczytu z zasięgiem spadków do 940 pkt. To byłby jednak tylko przedsmak tego, co ewentualnie może czekać byki w najbliższych miesiącach. Powrót bowiem poniżej linii szyi kilkuletniej RGR, będzie oznaczać, iż wybicie przed miesiącem powyżej 965 pkt. było pułapką. Tym samym realne staną się spadki do 770-800 pkt. Sytuacja nie wygląda więc najlepiej. Zwłaszcza, że opisany scenariusz jest najbardziej prawdopodobny. Na pocieszenie bykom pozostaje jedynie fakt, że jeszcze przez jakieś dwa tygodnie S&P500 powinien jeszcze poruszać się w przedziale 975-1010 pkt.