Od końca lat 70., czyli kryzysu stagflacji (stagnacji połączonej z wysoką inflacją) i odrodzeniu ekonomii klasycznej pod postacią monetaryzmu, banki centralne krajów rozwiniętych powróciły do realizacji ortodoksyjnej polityki monetarnej, której celem jest utrzymywanie stabilności (niskich) cen poprzez stały wzrost podaży pieniądza.
Kwestie wspierania polityki gospodarczej rządu, a w rezultacie umocowania, czyli niezależności banku centralnego, są faktycznie dyskrecjonalne w "normalnych" krajach, a nie fundamentalne, jak ma to wciąż miejsce chociażby w Polsce. Dlatego też, w sytuacjach nadzwyczajnych banki centralne czasami działają nieortodoksyjnymi metodami. Jednak w dłuższym horyzoncie nie zastąpią one ortodoksyjnej polityki makroekonomicznej rządu.
Przykładów odstępstw banków centralnych od ortodoksyjnej polityki monetarnej było sporo w ostatnich latach. Jedną z najstarszych metod chłodzenia nastrojów na rynku finansowym pogrążonym w panice jest ogłoszenie "wakacji bankowych", czyli zamknięcie banków i/lub giełd na określony czas, dopóki w zaciszu gabinetów nie zostaną przygotowane regulacje prawne, czy osiągnięte porozumienie satysfakcjonujące najważniejsze strony. Działania takie podjęto, na przykład w Argentynie w styczniu-lutym 2002 r., aby powstrzymać panikę bankową po dewaluacji peso i zamrożeniu depozytów osób fizycznych. Pozostając na amerykańskim podwórku, wspomnieć należy o interwencyjnym zastrzyku płynności Fed`u dla sektora finansowego USA wobec groźby bankructwa funduszu hedging`owego LTCM.
Jednak najbardziej obrazowych przykładów nieortodoksji dostarcza Japonia, w której od 1995 r. trwa deflacja, będąca wynikiem spadku popytu konsumpcyjnego i inwestycyjnego. Próby ożywienia popytu poprzez poluzowanie polityki fiskalnej doprowadziły jedynie do wysokiego deficytu budżetowego (7-10% PKB) i astronomicznego zadłużenia rządu (140% PKB). Natomiast luzowanie polityki monetarnej sprowadziło nominalne stopy procentowe do zera wobec realnych stóp nadal dodatnich. Sektor bankowy, uginający się pod ciężarem należności zagrożonych (1,3 tryliona USD!), nie jest już zdolny do kreacji kredytów i pieniądza. W rezultacie bank centralny Japonii zaczął udzielać kredytów bezpośrednio firmom w kłopotach finansowych oraz do września br. planuje skupić od banków portfel akcji o wartości 163 mld USD. W kolejce do wykupu mogą też znaleźć się papiery skarbowe. Nieortodoksyjnym celem BoJ staje się więc wzrost cen i inflacja.
Stara teoria i praktyka ekonomii głosi, że polityka monetarna zawsze w końcu przegra z polityką fiskalną, co wynika z mniejszych ograniczeń dla tej drugiej niż dla tej pierwszej, która jest szybciej weryfikowana przez rynki finansowe. Polityka w Polsce z wiecznie żywą ideą "wykorzystania" rezerw walutowych czy nowszą jej odmianą w postaci druku pustego pieniądza pod rezerwę rewaluacyjną już ociera się o nieortodoksyjną politykę monetarną. I choć wygląda na to, że NBP jej uniknie do końca br., to wraz ze zmianą całego składu RPP do połowy stycznia 2004 r. sytuacja może ulec zmianie. Bo czyż rząd SLD nie sięgnie po te kilka miliardów z NBP w końcu 2004 r. na pokrycie rosnącego zadłużenie zreformowanej po raz kolejny służby zdrowia? Co się stanie, jeśli w 2005 r. nie nastąpi zwrot z UE 2-3 mld wydatkowanych z budżetu w 2004 r. na bezpośrednie dopłaty do rolnictwa w wyniku niefunkcjonalności systemu informatycznego? Przecież obowiązek opłacania składki członkowskiej UE w wysokości 1,27% PKB jest wieczny, a w Polsce przynajmniej do czasu posiadania rezerw walutowych, no i złota.