Wartość europejskiego rynku samochodowego szacuje się na 313 mld USD. Przez ostatnie 10 lat udział japońskich firm wahał się wokół 10%. Po pierwszym półroczu wyniósł 12%, a za pięć lat ma zwiększyć się do 16%. Przy zachowaniu obecnej tendencji w dłuższej perspektywie może wzrosnąć nawet do ponad 30%. O tym, że japońskie spółki potrafią skutecznie zabiegać o przychylność kupujących samochody, świadczą ich dokonania na amerykańskim rynku, szacowanym na 371 mld USD. Mają w nim już ponad 28% udziału.

W kilku ostatnich latach japońskie koncerny zatrudniły europejskich projektantów, by ich auta bardziej odpowiadały gustom klientów w Niemczech, Francji czy we Włoszech. Zwiększyły też produkcję aut z silnikami diesela, bo ten segment rynku rozwija się najszybciej. Coraz więcej aut wytwarzają też w Europie, by uniknąć 10-proc. ceł nakładanych w Unii na samochody produkowane w Japonii i zmniejszyć koszty transportu.

Wszystko to wynika ze zmiany strategii japońskich koncernów. - Po raz pierwszy zaczęły one poważnie traktować Europę jako strefę wzrostu przychodów i zysków po latach koncentrowania się wyłącznie na rynkach amerykańskim i japońskim. Nie sądzę, by przy takim nastawieniu europejscy producenci mogli z powodzeniem konkurować - powiedział agencji Bloomberga Christian Takushi ze Swissca Portfolio Management, który zarządza 660 mln USD w japońskich akcjach.

Wyniki zmiany strategii są już widoczne. Sprzedaż Mazdy w Europie wzrosła w I półroczu o 39%, do ponad 106 tys. samochodów, a w całym br. ma wynieść 220 tys. aut, a więc o 21% więcej niż przed rokiem. Nissan prognozuje zwiększenie sprzedaży na rynku o 12%. Tymczasem sprzedaż Volkswagena, największego europejskiego producenta, spadła w I półroczu o 4,8%.