Przecenę rosyjskich papierów dłużnych spowodowały prokuratorskie akcje przeciwko Jukosowi, czołowej spółce naftowej. 2 lipca aresztowano jednego z jej głównych udziałowców Płatona Lebiediewa, później przeszukano siedzibę firmy, a prezes Jukosa Michaił Chodorkowski określił te działania jako "mające podłoże polityczne". Inwestorów to zaniepokoiło i zaczęli sprzedawać obligacje.
Niepokój nie trwał jednak długo. Górę wzięło przekonanie tych inwestorów, którzy zarobili krocie na wzroście cen rosyjskich papierów po kryzysie z 1998 r., że są one za tanie, biorąc pod uwagę silne fundamenty tamtejszej gospodarki. Podstawą tego optymizmu są wciąż wysokie ceny ropy naftowej. Tegoroczna średnia to 28 USD za baryłkę, podczas gdy przed pięciu laty owa przeciętna wynosiła 13 USD, a w krytycznym sierpniu spadła do 10 USD. Wtedy rezerwy dewizowe Rosji kształtowały się na poziomie 14 mld USD, a teraz wynoszą 64 mld USD. Inwestorów zagranicznych zachęca też stabilizacja polityczna Rosji pod rządami Władimira Putina. Zwłaszcza że w okresie jego prezydentury zmniejszono zadłużenie i wydatki budżetowe, poprawiono ściągalność podatków, zreformowano system bankowy i przyjęto ustawę o własności ziemi.
PKB wzrośnie o 5,9%
Agencja Moody`s przystąpiła właśnie do oceniania sytuacji gospodarczej Rosji pod kątem podniesienia ratingu jej zadłużenia zagranicznego. Od grudnia rating ten wynosi Ba2, a więc jest o dwie noty poniżej poziomu inwestycyjnego. Agencja uzasadniła swoje poczynania ciągłym wzrostem gospodarczym Rosji i zwiększającymi się jej rezerwami dewizowymi.
Na ten rok rosyjski rząd prognozuje tempo wzrostu PKB na 5,9%. W pierwszym kwartale po raz pierwszy od upadku ZSRR więcej rosyjskiego kapitału napłynęło do kraju, niż z niego wyszło. W najnowszym badaniu opinii publicznej prezydent Putin dostał 78% ocen pozytywnych od 1600 Rosjan ankietowanych między 17 i 21 lipca.