Przebieg wtorkowej sesji był znacznie spokojniejszy niż w poniedziałek. Popyt skupiał się przede wszystkim na akcjach TP, na czym zaważył pozytywny odbiór informacji o wysokości kwartalnych przychodów tej spółki. Inwestorzy dobrze przyjęli również wyniki BZ WBK. Końcówka sesji była jednak mniej udana - nastroje inwestorów pogorszył fatalny odczyt indeksu zaufania konsumentów Conference Board.
Trwająca już piąty miesiąc zwyżka na GPW nie byłaby możliwa bez wyraźnego zwrotu koniunktury na rynkach zagranicznych. Amerykańskie indeksy ciągle utrzymują się blisko szczytów, pomimo że wskaźnik Investor Intelligence w USA już dwa miesiące temu osiągnął poziom sugerujący potrzebę silniejszego schłodzenia koniunktury. Polujący na zyski inwestorzy kierują się głównie ku rynkom wschodzącym oraz Japonii, gdzie indeks Nikkei notuje kolejne średnioterminowe maksima. Trwa również wyprzedaż obligacji i realokacja środków w akcje. Uzasadnieniem zachowania inwestorów jest nie tylko wiara w trwałe i mocne ożywienie gospodarcze na świecie, ale przede wszystkim strach przed zaprzepaszczeniem zysków w przypadku, gdyby trzyletni okres bessy rzeczywiście dobiegł końca.
Dynamika rynków potwierdza, że mamy obecnie do czynienia z zasadniczą korektą całej bessy trwającej od kwietnia 2000 r. W obliczu zamieszania związanego z oskarżeniami pod adresem szefów koncernu Jukos w Rosji, czy niekorzystnych komentarzy dotyczących polityki makroekonomicznej na Węgrzech, nasz rynek pozytywnie wyróżnia się na tle regionu.
Uwzględniając splot okoliczności zewnętrznych oraz wyraźną nadwyżkę źródeł popytu nad podażą, wyhamowanie wzrostów u nas powinno nastąpić nie wcześniej niż wraz z pojawieniem się wyraźnych sygnałów spadkowych na rynkach zagranicznych. Ubiegłotygodniowe dane makroekonomiczne wzmocniły wiarę w rozbudzenie amerykańskiej gospodarki. Wczorajszy odczyt indeksu zaufania konsumentów zapewne wiarę tę osłabi. W sytuacji, gdy WIG zbliżył się do górnego ograniczenia kanału (poziom 18 tys. pkt), w którym porusza się od dwóch lat scenariusz spadkowy jest całkiem realny.