Według założeń do budżetu w 2004 r. rząd zamierza przekazać do OFE kwotę 11,9 mld zł. Wydatek ten został zaksięgowany "pod kreską", czyli jako rozchód i nie wpłynął na wielkość deficytu. Źródłem jego sfinansowania mają być środki z prywatyzacji. Grzegorz Kołodko zapisał w swoim projekcie taką właśnie kwotę wpływów ze sprzedaży majątku państwowego i zamknął się w 33,1 mld deficytu. Tymczasem nowe założenia do budżetu przewidują jedynie 7,1 mld zł z tego źródła. Zabraknie więc 4,8 mld zł. Resort finansów nie sprecyzował jeszcze skąd chce je zdobyć. Może to być, np. dodatkowa emisja obligacji.
- Jeśli rząd zamierza wyemitować papiery skarbowe, wzrośnie zadłużenie sektora finansów publicznych. Natomiast deficyt pozostanie bez zmian - wyjaśnia Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.
Fundusze
"nad kreską"?
Możliwe jednak, że nowy minister finansów postanowił w inny sposób pozyskać, a więc i zaksięgować brakującą część pieniędzy dla OFE. Jeżeli nie będą to obligacje, wydatek ten powinien zostać zapisany "nad kreskę", czyli wejść do wydatków i powiększyć o 4,8 mld zł deficyt budżetowy. A takiej właśnie sumy nie mogą się doliczyć analitycy, porównując 33,1-miliardowy deficyt Grzegorza Kołodki z 45,5 mld zł, zaplanowanymi przez ministra finansów Andrzeja Raczko.
- Dodając do 33 mld Grzegorza Kołodki 9 mld rezerwy rewaluacyjnej NBP oraz pozostałe, "zapomniane" wcześniej kwoty, mamy deficyt w wysokości ok. 44 mld zł. Minister Raczko znalazł dodatkowe dochody na kwotę 3,5 mld, więc deficyt powinien wynieść ok. 40,5 mld. Tymczasem mamy 45,5 zł i nikt nie wie, skąd taki wzrost wydatków - wylicza Marek Zuber, główny ekonomista TMS.