Reklama

Nie będzie piłkarskiego parkie

Mimo dobrej koniunktury na giełdzie oraz dużej popularności inwestycji w średnie i małe spółki, nie będzie w najbliższym czasie oferty publicznej piłkarskiego klubu. Wisła Kraków odłożyła projekt "bezterminowo", Legia Warszawa potrzebuje czasu na podreperowanie finansów.

Publikacja: 05.08.2003 07:39

Właściciel Tele-Foniki Kable Bogusław Cupiał, wycofując spółkę z publicznego obrotu, zapowiedział wprowadzenie w jej miejsce Sportowej Spółki Akcyjnej Wisła Kraków. W lipcu, przy okazji pozyskania nowego sponsora (operator telefonii komórkowej Era), prezes Wisły Kraków Bogdan Basałaj poinformował o "bezterminowym" odłożeniu tych planów.

Lech też na razie "odpada"

W zeszłym roku prace nad wprowadzeniem Lecha do publicznego obrotu prowadził Departament Rynków Kapitałowych BZ WBK. - Projekt jest obecnie w zawieszeniu - twierdzi Marcin Pędziński, dyrektor Departamentu Rynku Kapitałowego Banku Zachodniego WBK. - Przyczyny są wielorakie. Ożywienie gospodarcze nie dotarło jeszcze do branży reklamowej, z którą takie przedsiębiorstwa jak kluby piłkarskie są ściśle związane. Ponadto klub nie zdołał dotychczas uzgodnić z miastem Poznań struktury właścicielskiej sportowej spółki akcyjnej, która miałaby emitować akcje - dodaje Pędziński.

W tej chwili również atmosfera do przeprowadzenia publicznej emisji akcji klubu nie jest najlepsza. - Nie bez wpływu na krajowy rynek pozostaje sytuacja klubów zagranicznych, borykających się z problemami zadłużenia, spadku przychodów z praw medialnych, kosztów wynagrodzeń zawodników. Cóż z tego, że dochodzi do spektakularnych transferów, skoro nie idą za nimi przepływy finansowe, co pokazuje, że nawet sytuacja gigantów nie jest najlepsza - dodaje Pędziński.

Tymczasem apetyt na kapitał poznański Lech stara się zaspokoić poza publicznym obrotem. W lipcu na internetowej stronie klubu potwierdzenie znalazły prasowe spekulacje o możliwym sponsorowaniu klubu przez firmę Kulczyk Holding. Przeczytać tam możemy m.in.: "Obecnie przedstawiciele Kulczyk Holding pomagają Lechowi w negocjacjach z Kompanią Piwowarską przy ustalaniu nowego kontraktu na kolejny sezon. Pozostałe ustalenia dotyczące współpracy i poziomu zaangażowania firm z grupy Kulczyk Holding pozostają w fazie negocjacji".

Reklama
Reklama

Zdaniem Marcina Pędzińskiego, zakładając utrzymanie dobrej koniunktury na giełdzie, pierwszy klub piłkarski pojawi się na krajowym rynku publicznym w przyszłym roku. Według Pędzińskiego, klubem, który już teraz mógłby się ubiegać o pieniądze inwestorów, jest Wisła Kraków.

Słaba nadzieja w Legii

Trzecim klubem, który wspominał w zeszłym roku o giełdowych planach, była Legia. Już od dłuższego czasu główny udziałowiec klubu, firma Pol-Mot Holding (posiada 80% akcji), szuka partnera, który pomógłby w finansowaniu klubu lub nawet odkupił od niego akcje Legii. Ostatnim chętnym, z którym porozumienie w pewnym momencie wydawało się już zawarte, był Zbigniew Jakubas, na rynku publicznym znany m.in. z inwestycji w Elektrim, Mennicę i Mostostal Export. Po fiasku negocjacji zarząd SSA Legia Warszawa podjął decyzję o podwyższeniu kapitału poprzez emisję 2 tysięcy akcji, których objęcie zagwarantuje 57-proc. udział w kapitale zakładowym spółki. O rynku publicznym na razie nie mówi się w Legii. - W lipcu zeszłego roku byliśmy już praktycznie gotowi do przeprowadzenia publicznej emisji akcji, ale dekoniunktura zmusiła nas do zmiany planów - twierdzi Andrzej Młotek, dyrektor finansowy Legii. - Żeby prospekt emisyjny zachęcił inwestorów do kupna akcji, powinniśmy przez rok-dwa pokazać dodatni wynik finansowy i na tym w tej chwili skupiamy nasze działania - dodaje Młotek.

. Jeszcze nie pora

Od kilku miesięcy na giełdzie panuje dobra koniunktura. Najmocniej rosną kursy małych i średnich spółek. Ożywił się rynek pierwotny (ostatnio oferta Hoopa). Jeszcze przed końcem roku szturm na giełdę zapowiada kilka innych małych firm. Być może na rynku znalazłoby się miejsce także dla klubu piłkarskiego. - Działalność polskich klubów nie jest jeszcze na tyle ustabilizowana, żeby mogły one pojawić się w publicznym obrocie - uważa Paweł Homiński, zarządzający portfelem akcji PTE DOM. - Żeby ofertą zainteresowali się inwestorzy instytucjonalni, powinny być spełnione dwa podstawowe warunki. Po pierwsze, klub musi mieć majątek, to znaczy musi być właścicielem stadionu i boisk treningowych. Ten warunek kilka klubów już spełnia, na przykład Amica i Groclin. Po drugie, bardzo ważne jest zróżnicowanie źródeł przychodów - nie może być tak, że klub jest zależny od jednego-dwóch sponsorów. W tym kontekście coraz lepiej wygląda sytuacja Wisły Kraków, która regularnie pozyskuje pieniądze od kibiców, sponsorów, z tytułu praw medialnych oraz premii od UEFA za start w europejskich pucharach - dodaje Paweł Homiński

Anglicy są najlepsi

Reklama
Reklama

Z raportu Deloitte&Touche wynika, że sztukę robienia interesów na futbolu najlepiej opanowali Anglicy. Specjaliści szacują, że przychody klubów grających w najwyższych ligach w całej Europie wyniosły w sezonie 2001/2002 7,1 mld euro. Największa część tej sumy, prawie 25%, przypadła na kluby grające w angielskiej Premiership. Ich łączne przychody wyniosły ponad 1,6 mld euro. Dla porównania, do kas klubów włoskiej Serie A wpłynęło 1,1 mld euro, natomiast przychody zespołów niemieckiej Bundesligi wyniosły 1 mld euro. T.J.

Oszałamiające

liczby Manchesteru

Na piłce nożnej można zarabiać. Jednym z warunków jest jednak odpowiednia skala działalności. W raporcie za 2002 rok Manchester United przyznaje się do 53 milionów fanów. Z tej ogromnej rzeszy kibiców udało się "wydusić" w roku obrotowym zakończonym 31 lipca 2002 roku 207 mln euro* przychodów. To o 13% więcej niż w 2001 roku. Największą część przychodów (39%) pochodzi od kibiców odwiedzających stadion. Jest to możliwe, jeśli dysponuje się trybunami na 67,7 tys. widzów, przez który w trakcie 27 meczów sezonu 2001/2002 przewinęło się 1,8 mln ludzi (cena standardowego biletu wzrosła z 16 do 26 funtów).

Zysk operacyjny spółki wyniósł 48,2 mln euro (przed amortyzacją zawodników i bez uwzględniania kosztów nadzwyczajnych), co przełożyło się na zysk na akcję w wysokości 13,6 eurocenta (w 2001 EPS wyniósł 7,8 eurocenta). Po uwzględnieniu amortyzacji zysk operacyjny skurczył się do 21,2 mln euro, co znacznie odbiega od rekordowych pod tym względem lat 1998 (31,5 mln euro) i 2001 (26,7 mln euro).

Spółka co rok dzieli się zyskami z akcjonariuszami. Począwszy od 1998 roku Manchester United regularnie zwiększa kwotę wypłacanej dywidendy (o 0,14 eurocenta każdego roku). Za rok 2001/2002 firma wypłaciła 3 eurocenty na akcję zwykłej dywidendy plus 1,4 eurocenta ekstra. Mimo to stopa dywidendy nie przekracza 2%.

Reklama
Reklama

Być może ta wypłata ekstra przynajmniej w części zrekompensuje posiadaczom akcji niestabilne zachowanie kursu. Walory Manchester United w marcu 2000 roku w szczycie internetowej hossy wyceniane były nawet na 400 pensów, żeby we wrześniu 2002 roku zanotować dno na poziomie 93 pensów. Od tamtej pory kurs akcji wzrósł 70%. Trendu wzrostowego nie załamała nawet wiadomość o przejściu do Realu Madryt Davida Beckhama.

Wyniki za pierwszą połowę roku obrotowego 2002/2003 (zakończoną 31 stycznia) pokazują, że dobra passa, zgodnie z którą w ostatnich dwóch latach spółka zwiększała zysk na akcję, może zostać przerwana. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku EPS spadł o 40%, do 7,7 eurocenta.

Juventus

pod kreską

To, że jakaś drużyna zalicza się do europejskiej czołówki, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Juventus Turyn zdobywał 27 razy mistrzostwo Włoch, 2 razy wygrał Ligę Mistrzów (w ostatniej edycji przegrał dopiero w finale z AC Milan), 3 razy zdobył puchar UEFA. Powołując się na badania niemieckiego magazynu sportowego Sport+Markt, Juventus twierdzi na swojej stronie internetowej, że ma 17 mln fanów w Europie i jest najlepiej rozpoznawalnym klubem na Starym Kontynencie (zgodnie z tym badaniem Manchester United ma w Europie 13,4 mln kibiców). Mimo to Juventus Football Club S.p.a notuje straty, a kurs akcji na giełdzie spada. Ostatni opublikowany przez spółkę raport obejmuje 9 miesięcy roku obrachunkowego 2002/2003. Zgodnie z nim na koniec marca firma straciła 11,4 mln euro, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku notowała zysk w wysokości 22,3 mln euro. Ten wynik dobrze obrazuje jedną z głównych wad wielu klubów piłkarskich, czyli niestabilność rezultatów. W przypadku Juventusu źródłem tej niestabilności są przychody transferowe. W pierwszych 9 miesiącach roku finansowego 2002/2003 spółka zarobiła z tytułu transferów 13 mln euro, podczas gdy w analogicznym okresie poprzedniego roku udało się sprzedać piłkarzy za 116 mln euro. Być może tak znacznej kwoty w jednym roku spółce nie uda się uzyskać już nigdy - w 116 mln euro mieściła się sprzedaż Zinedina Zidane`a do Realu Madryt i Filippo Inzaghiego do AC Milan.

Reklama
Reklama

Wyniki finansowe klubu i zła koniunktura na giełdzie sprawiają, że notowania akcji Juventusu nigdy nie osiągnęły poziomu, po jakim w grudniu 2001 roku sprzedawane były w ofercie publicznej (3,7 euro). Dopiero ostatnie wzrosty na światowych giełdach sprawiły, że posiadacze walorów turyńskiego klubu mają powody do zadowolenia. W lutym i marcu kurs papierów wzrósł z 1,22 euro (najniższy kurs w historii) do 2,44 euro, przy czym styl zwyżki sugeruje, że inwestorzy traktują te akcje jako śmieciowe. Obecnie notowania ponownie spadły poniżej 2 euro.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama