Reklama

Udziałowcy NYSE żądają zasadniczych zmian

W ubiegłym roku New York Stock Exchange zaproponowała firmom z jej parkietu, by ustaliły nowe standardy działania, pozwalające ich udziałowcom na większą nad nimi kontrolę. Teraz właściciele nowojorskiej giełdy chcą, aby w jej funkcjonowaniu wprowadzić podobne zmiany.

Publikacja: 06.08.2003 09:44

Do handlowania na NYSE uprawnionych jest 1366 jej właścicieli. 70% z nich pozostaje w posiadaniu "miejsca", z którego sami nie korzystają, tylko za wysoką opłatą wynajmują innym traderom. Żadne z 27 stanowisk w radzie nadzorczej giełdy nie jest zarezerwowane dla owych "biernych" właścicieli NYSE. Niektórzy z nich chcą tę sytuację zmienić.

- Ludzie sądzą, że NYSE jest, tak jak pomnik Waszyngtona, własnością narodu. Tak nie jest. Należy ona do 1366 udziałowców - powiedział William Higgins, były makler z Nowego Jorku, który odnajmuje swoje giełdowe miejsce.

Jawne zarobki

Rok temu giełda wystąpiła do firm na niej notowanych, wartych w sumie 10 bln USD, z propozycją, by większość stanowisk w ich radach nadzorczych była obsadzana przez osoby spoza swojego kierownictwa. Ponadto zasugerowała, aby przekazywać plany wynagrodzeń akcjonariuszom do zaaprobowania. W czerwcu NYSE zobowiązała się do publikowani wynagrodzenia osób ze swoich władz i zakazała im łączenia stanowisk na giełdzie z posadami w spółkach na niej notowanych. W opinii Higginsa giełda powinna publikować pensje wszystkich 61 urzędników, którzy są wymieniani w corocznym raporcie. Były makler chce także, by jeszcze raz wrócić do podjętego już kiedyś tematu przekształcenia NYSE w spółkę nastawioną na zysk (obecnie jest to organizacja typu non-profit).

Higgins ma nadzieję na wywalczenie miejsca w nadzorze NYSE, po tym jak nie udało mu się to w 1999 r. Powodem są pieniądze, a konkretnie spadająca cena miejsc na giełdzie. W 2001 r. George Morris na swoim miejscu w NYSE zarabiał rocznie 310 tys. USD, teraz jest to 180 tys. USD. "Bierni" właściciele chcą mieć kontrolę nad poczynaniami prezesa giełdy Richarda Grasso.

Reklama
Reklama

Przeciwni żądaniom udziałowców NYSE są inwestorzy.

Niedoceniani klienci

To właściwie dzięki nim giełda funkcjonuje. W ich opinii władze nowojorskiej instytucji powinny dążyć do tego, by to właśnie oni mieli więcej do powiedzenia w sprawach dotyczących NYSE. Obecnie 12 miejsc w nadzorze giełdy jest przeznaczonych dla przedstawicieli firm obracających papierami wartościowymi, 12 stanowisk zajmują ludzie spoza tej branży, a pozostałe miejsca są obsadzane przez urzędników z NYSE. W ubiegłym tygodniu ukazał się raport wydany przez Radę Inwestorów Instytucjonalnych, która reprezentuje 130 funduszy emerytalnych o aktywach w wysokości 2 bln USD. Jako klienci giełdy czują się oni niedoceniani. Ani jedna z dyrektorskich posad nie jest przeznaczone dla nich i w żaden sposób nie mogą decydować o działaniu NYSE.

Zasadnicze zmiany w administrowaniu giełdą wymagają poprawek jej konstytucji. Ich uchwalenie jest możliwe tylko poprzez głosowanie jej udziałowców. Decydujące będą głosy ok. 950 "biernych" właścicieli.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama