Wczorajsza sesja była bardzo spokojna. Można stwierdzić, że mała konsolidacja trwa. Wprowadza to pewną dezorientację, co do panującego na rynku trendu. Niby od paru miesięcy ceny rosną i trzeba by stwierdzić, że mamy trend wzrostowy. A zatem posiadanie długich pozycji powinno być bezdyskusyjne. Jednak tak nie jest. Każdy bowiem widzi, co się dzieje na rynku. Popyt nie jest już tak silny, jak jeszcze dwa tygodnie temu. Ustanawiane w ubiegłym tygodniu nowe maksy nie zostały obronione. Nie dość, że brakowało kupujących, to jeszcze podaży nie odstraszało to, że ceny biły rekordy. Dla niedźwiedzi była to tylko dogodna sytuacja do korzystniejszej sprzedaży. Oczywiście, takie zagranie było ryzykowne, ale kiedyś pewnie szczyt zostanie wyznaczony i wielu postanowiło zagrać na to, że będzie to właśnie teraz.

Spadek jednak nie chce nadejść i na razie ceny ani nie rosną, ani nie spadają. Zamknięcie wczorajszej sesji na poziomie 1360 pkt podtrzymuje cięgle tezę, że rynek już do najmocniejszych nie należy. Posiadaczom długich pozycji wpadło wprawdzie 5 pkt, ale nadal nie ma sił na poważniejszy wzrost. Podczas wczorajszych notowań były przeprowadzone dwie próby zwyżki. Żadna się nie powiodła. Samo zamknięcie sesji także można uznać za słabe, choć tu w dużej mierze obwiniać należy rynek amerykański, który spadkiem zareagował na wysoką wartość wskaźnika ISM dla sektora usługowego. Wartość wskaźnika osiągnęła najwyższy poziom od 1997 roku. Według jednego z komentarzy, rynek uznał, że "dane są zbyt dobre, by były prawdziwe". Jedno jest pewne. Wskaźnik ISM dla usług jest jedynym tak wyraźnie sygnalizującym nadchodzące ożywienie. Brak towarzystwa w tym optymizmie może budzi nieufność, zwłaszcza że rośnie liczba planowanych zwolnień. n