Daniel Gordon przestępstwa miał dokonać w 2000 r. Nowojorska spółka nie ujawniła tej straty w publikowanych raportach finansowych. Z pisma Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że Gordon przesłał pieniądze do należącej do niego spółki zarejestrowanej w jednym z karaibskich rajów podatkowych. Merrill Lynch w pozwie cywilnym z 14 lipca uznał możliwość takiej defraudacji.
Jeśli rzeczywiście do niej doszło, to była to największa kradzież dokonana przez pracownika instytucji finansowej. Frank Partnoy, profesor wydziału prawa na Uniwersytecie San Diego, zwraca uwagę, że tego rodzaju incydent świadczy o niewystarczającym nadzorze i kontroli kadr kierowniczych w Merrill Lynch.
- Podejrzewamy, że Dan Gordon zdefraudował z Merrill Lynch 43 mln USD i wyprał te pieniądze przy pomocy kanadyjskiego konsultanta ds. bankowości offshore - powiedział agencji Bloomberga Gregg Lepp, prokurator z Edmonton, w kanadyjskiej prowincji Alberta. Sprawę bada też prokuratura federalna z Nowego Jorku, ale Gordon nie został formalnie oskarżony o żadne przestępstwo.
Rzecznik Merrill Lynch Bill Halldin powiedział, że do października ub.r. jego firma nic nie wiedziała o domniemanej kradzieży dokonanej przez Gordona dwa lata wcześniej. Teraz zaś ściśle w tej sprawie współpracuje z przedstawicielami wymiaru sprawiedliwości.
Jeśli do kradzieży rzeczywiście doszło, to byłby to trzeci ujawniony w ciągu roku przypadek zawodności kontroli wewnętrznej w Merrill Lynch. W marcu spółka zgodziła się zapłacić 80 mln USD za oddalenie stawianych przez SEC zarzutów, jakoby pomagała Enronowi w fałszowaniu księgowości. W kwietniu zaś Merrill zgodził się zapłacić 200 mln USD za polubowne załatwienie sprawy konfliktu interesów w jego dziale analitycznym, o co był oskarżany przez stanowe i federalne władze sprawujące nadzór nad rynkiem. Firma w obu przypadkach ani nie potwierdziła stawianych jej zarzutów, ani im nie zaprzeczyła. n