Jedynie Paul Bremer, amerykański administrator Iraku, ocenił niedawno koszt trzyletniego stacjonowania wojsk oraz odbudowy kraju na ok. 100 miliardów USD. Sama odbudowa sieci elektrycznej ma pochłonąć 13 mld USD, a wodnej - 16 mld USD. - To ogromne pieniądze - twierdzi Bremer. Jednak szacunki niezależnych instytucji są znacznie wyższe.

Brak konkretów wywołał burzę w Kongresie, który musi uchwalić kolejny budżet z deficytem sięgającym nawet 500 mld USD. Tymczasem administracja nie jest w stanie nawet oszacować kosztów prowadzenia operacji wojskowych w Iraku. Zdaniem Białego Domu, w tej układance jest zbyt wiele niewiadomych, np. liczba żołnierzy stacjonujących nad Zatoką Perską, wkład ze strony sojuszników czy przyszłe dochody z przemysłu naftowego Iraku. Według Departamentu Obrony miesięczne wydatki to około 3,9 mld USD, ale liczba ta nie obejmuje wydatków np. na wymianę zużytego sprzętu i uzupełnienie amunicji.

Według Biura Budżetowego amerykańskiego Kongresu, przyszłoroczne wydatki Pentagonu na operacje w Iraku i Afganistanie wyniosą około 58 mld USD. Jednak na Kapitol już wpłynęła prośba Białego Domu o dodatkowe 40-50 mld USD na ten cel. W tej sumie 230 mln USD przeznaczone na finansowanie polskiej strefy okupacyjnej w Iraku to relatywnie niewielki wydatek.

Przez ten gąszcz cyfr i szacunków starają się przebić niezależne organizacje zajmujące się kwestiami budżetowymi. Eksperci Brookings Institution Lael Brainard oraz Michael O'Hanlon na łamach "Financial Times" wyliczyli całkowity koszt wojny i odbudowy Iraku na 300-450 mld USD. Według Taxpayers for Common Sense, organizacji kontrolującej wydatki federalne, koszt działań nad Zatoką Perską może w ciągu najbliższej dekady dojść do 465 mld USD. Jeszcze wyższe są szacunki American Academy of Arts and Sciences na najbliższe 10 lat, które mieszczą się w granicach 106-615 mld USD.