Cena miedzi spadła wczoraj w Londynie o 1%. Największa na świecie spółka wydobywcza, australijska BHP Billiton, zapowiedziała bowiem wznowienie jeszcze w tym miesiącu produkcji w peruwiańskiej kopalni Tintaya. Została ona zamknięta w styczniu ub.r., gdyż zaczęły rosnąć wtedy zapasy miedzi. Wzrostu popytu nikt wtedy nie oczekiwał, bo kraje uprzemysłowione gnębiła stagnacja gospodarcza. Teraz prognozy są o wiele lepsze. W przyszłym roku zużycie miedzi ma wzrosnąć o 5,2% w porównaniu z 2,2% w tym roku. Ceny tego surowca są teraz o 13% wyższe niż przed rokiem, co też zachęca do zwiększenia wydobycia. Za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono po południu na londyńskiej giełdzie 1750,5 USD, a więc o 15,5 USD mniej niż na zamknięciu w poniedziałek.
Wprawdzie nieznacznie, ale jednak trzeci dzień z rzędu, taniała wczoraj ropa naftowa. Uczestnicy tego rynku oczekiwali, że dzisiejszy raport Departamentu Energetyki potwierdzi, iż import ropy do USA jest wystarczający, by tamtejsze rafinerie miały z czego produkować benzynę i olej opałowy. Stan amerykańskich zapasów jest teraz wyjątkowo bacznie obserwowany, gdyż są one o 9% mniejsze niż przed rokiem. To wynik zakłóceń w dostawach z Wenezueli, Nigerii, a od prawie pół roku z Iraku. Po południu baryłka ropy Brent z dostawą we wrześniu kosztowała na londyńskiej giełdzie paliwowej 29,84 USD, wobec 29,91 USD na poniedziałkowym zamknięciu.
Kontrakty terminowe na złoto staniały wczoraj w Nowym Jorku po raz pierwszy od tygodnia. Cena uncji złota z dostawą w grudniu na rynku Comex spadła o 2 USD, a więc o 0,6%, do 361,3 USD. Złoto wciąż jest o 14% droższe niż przed rokiem.