Chelsea Limited, podmiot przejmujący klub w imieniu rosyjskiego miliardera, właściciela spółki naftowej Sibnieft, zaoferował akcjonariuszom 35 pensów za walor. 25 września mija termin wezwania na walory Chelsea FC. Po tej dacie klub zniknie z Alternative Investment Market - jednego z rynków należących do London Stock Exchange. Obecnie akcje klubu kosztują na giełdzie ok. 35 pensów, ale jeszcze na początku lipca, przed wejściem Abramowicza były o 10 pensów tańsze.

Akcjonariusze powinni być zadowoleni. W momencie kiedy walory Chelsea systematycznie traciły na wartości, a klub ze Stamford Bridge tonął w długach, pojawienie się Abramowicza mogli potraktować jako przedwczesną wizytę Świętego Mikołaja. Rosyjski magnat naftowy w ciągu czterech tygodni wyjął z portfela ok. 200 mln dolarów. Na kupno Chelsea wyłożył 60 mln funtów, a na nowych piłkarzy jak dotychczas wydał prawie drugie tyle (do Chelsea przeszedł m.in. Juan-Sebastian Veron z Manchester United oraz Joe Cole z West Ham).

Tak lekką ręką wydawane pieniądze wzbudzają sprzeczne reakcje. Kibice są zachwyceni. Były właściciel Chelsea Ken Bates uważa, że to najlepszy sposób na ratowanie klubu. Jednak brytyjska komisja nadzorująca sektor finansowy (FSA) patrzy na to inaczej. Wkrótce po sprzedaży klubu Abramowiczowi, FSA wszczęła dochodzenie w sprawie procedury zawarcia kontraktu. Komisja sprawdza, czy Ken Bates miał prawo do dokonania takiej transakcji.

Cała sprawa ma jeszcze wydźwięk medialny. Dopiero po spektakularnym zakupie jednego z najbardziej znanych klubów angielskich, prasa brytyjska zainteresowała się coraz większą obecnością biznesu rosyjskiego w Londynie.