Jedyne i krótkie emocje przyniósł szybki spadek kontraktów do 1448 pkt., a później po tradycyjnym podbieraniu akcji na -0,5% weszliśmy w długą konsolidację. Wczoraj odrobienie porannych strat było o tyle łatwiejsze, że po raz pierwszy od tygodnia nie oglądaliśmy na największych spółkach bardzo dużej podaży. Jeśli dodać do tego obroty najniższe od ponad tygodnia i połączyć to z zamkniętym węgierskim parkietem (święto), to podejrzenie źródła ostatnich korekt pada na zagraniczne fundusze, które najwyraźniej zrobiły sobie przerwę także u nas. Niekorzystny dla GPW kierunek przepływu zagranicznych kapitałów tłumaczyłby słabość największych polskich spółek, przy jednoczesnych nowych szczytach na rynku węgierskim, czeskim, czy choćby rosyjskim. Trudno oczywiście jednoznacznie stwierdzić, czy taka zależność nie jest czasami tylko wynikiem wzrostów na zachodnich parkietach. Dla byków byłoby to korzystniejsze.
Na razie póki po korektach rzędu 0,5-1,0% na WIG20 popyt będzie pojawiał się tak szybko jak na ostatnich sesjach, to nie można myśleć o głębszych spadkach, nawet jeśli coraz mocniej ostrzega przed tym opublikowany przez Pentor jeden ze (anty) wskaźników oddający nastroje bankowców, a obliczany przy okazji publikacji Pengabu. Saldo prognozy popytu na akcje wzrosło w ostatniej ankiecie do poziomu +24. Przy grudniowo/styczniowym podwójnym szczycie było to odpowiednio +26/+23. Jeśli spojrzeć na skalę ostatnich wzrostów, to można było wprawdzie liczyć na większy optymizm, ale warto też przy tym zauważyć, że taki odczyt był przy rekordowym w ostatnim roku wskaźniku pokazującym popyt na akcje. Saldo oceny polepszyło się do 20 pkt. podczas gdy przy grudniowym szczycie było to tylko +13 pkt. W sierpniu zeszłego roku (testowanie dołka bessy) było -26 pkt.