Iran to kraj o szczególnie bogatych zasobach naturalnych, a jednocześnie wyjątkowo dużym ryzyku, na jakie narażają się zagraniczne przedsiębiorstwa podejmujące tam działalność. Po latach izolacji władze w Teheranie starają się przyciągnąć obcy kapitał, aby pobudzić aktywność ekonomiczną i zmniejszyć sięgające 18% bezrobocie. W planie pięcioletnim, obejmującym okres od 2000 r. do 2004 r., założono bezpośrednie inwestycje zagraniczne o wartości 4,5-5 mld USD. Zachętą dla obcych inwestorów mogą być też próby zliberalizowania panującego w Iranie systemu politycznego.
Istotną przeszkodą są jednak sankcje, które rząd USA stosuje od 1995 r. Prezydent Bush zaliczył Iran do krajów określanych mianem "osi zła", zarzucając mu chęć pozyskania broni atomowej, i wezwał do jego bojkotu ekonomicznego. Amerykanom narażają się firmy, również spoza USA, poważnie zaangażowane w gospodarkę irańską.
Amerykańskie naciski przynoszą jednak ograniczone efekty. Wprawdzie Japończycy opóźnili inwestycje naftowe w Iranie, a niemiecki ThyssenKrupp odkupił po wysokiej cenie własne akcje od irańskich udziałowców, ale liczne firmy starają się podtrzymać dotychczasowe kontakty.
Niektóre, jak Total, zostały już pięć lat temu wyłączone z sankcji przez władze USA. Inne, m.in. Ericsson oraz Alcatel, ograniczyły działalność, aby nie zwracać uwagi Amerykanów na swoje poczynania i nie ponosić zbyt dużego ryzyka. BP podchodzi ostrożnie do negocjacji z Iranem, gdyż ma dużo do stracenia na rynku USA.
Tymczasem pozostali potentaci branży naftowo-gazowej, tacy jak RoyalDutch/Shell, Eni czy Gazprom, odważnie angażują się w eksploatację bogatych złóż irańskich, a Statoil i Technip nie ukrywają, że mają w stosunku do Iranu długofalowe plany.