Inwestorzy zaczęli uważniej przyglądać się wynikom finansowym, a nie kupować akcje za wszelką cenę. Wyhamowanie hossy na S&P 500 sprzyja takiemu podejściu. Coraz trudniej wówczas zarabiać, gdyż cały rynek nie rośnie. Okazji jest coraz mniej, dlatego inwestorzy muszą dokonywać selekcji, biorąc pod uwagę wyniki finansowe.
Stany Zjednoczone
Dotychczasowe rezultaty korporacji zza oceanu stanowiły uzasadnienie dla zwyżki, czego nie da się powiedzieć o jej skali. Od dna marcowego indeks szerokiego rynku zyskał 1/4. Jeszcze lepiej wiodło się Nasdaq Composite, który powiększył w tym czasie swoją wartość o 40%. Według obliczeń analityków agencji Thomson First Call, tempo wzrostu zysków osiągnęło już szczyt. W I kwartale tego roku zyski operacyjne firm z S&P 500 zwiększyły się o 20%. W poprzednim kwartale (bazując na znanych do tej pory raportach) było to już 18%. Do końca tego roku dynamika poprawy zysków operacyjnych nie przekroczy 13%.
Z sondaży opinii inwestorów niezmiennie tryska optymizmem. 45% ankietowanych przez Market Vane sądzi, że ceny akcji będą rosły. Doradcy inwestycyjni są również optymistycznie nastawieni co do przyszłości. Ich przewaga nad pesymistami wynosi 2:1, co jest wartością charakterystyczną dla kształtowania się szczytu. Niepokojących znaków dostarcza również analiza techniczna. Sygnały sprzedaży na wielu wskaźnikach pojawiły się już w lipcu. Powodów do gruntownej przeceny nie będzie tak długo, dopóki indeksy największego rynku kapitałowego na świecie nie spadną poniżej średnich kroczących (960-990 pkt).
Japonia/Europa