Holding posiadał ponad 700 wierzycieli. Sama stocznia około 250, którym była winna 240 mln zł. Całkowite zadłużenie Stoczni Szczecińskiej Porta Holding wobec kooperantów wynosiło ok. 400 mln zł, wobec banków 1,5 mld zł, z czego siedem (Pekao, BPH PBK, PKO BP, BRE, BIG BG, ING BSK, WestLB) musiało stworzyć rezerwy na niespłacone kredyty. Akcja kredytowania stoczni odbiła się też spadkiem kursu akcji bankowych na giełdzie. Tylko w ciągu jednego tygodnia, w czerwcu, papiery BPH potaniały o ponad 10%.
Budżet państwa musiał wypłacić zaległe świadczenia pracownikom, stracił część wpływów z podatków. Mniejsze podatki odprowadziły banki, bo odnotowały z tego względu mniejszy zysk. Problemy stoczni rykoszetem odbiły się również na ZUS i innych funduszach obciążających koszt pracy.
W bydgoskich Zakładach Urządzeń Okrętowych Famor 60% produkcji związane jest z przemysłem okrętowym. W 2001 firma wypracowała minimalny zysk (117 tys. zł). - Jest nam bardzo ciężko, zwłaszcza że banki w wyniku kryzysu stoczniowego żądają od nas szybszej spłaty kredytów. Jeżeli nie będzie poprawy, czeka nas zwolnienie do końca roku około 100 z czterotysięcznej załogi - powiedział Jan Perejczuk, dyrektor techniczny Famoru.
Łączne zadłużenie Stoczni Gdańsk wynosi obecnie 800 mln zł, a zawarte w sierpniu porozumienie z wierzycielami dotyczy 423,7 mln zł. W sierpniu stocznia ogłosiła program restrukturyzacji długów. Wierzytelności poniżej 10 tys. zł obiecuje spłacić do końca roku. Pozostali dostawcy mają otrzymać należności w ciągu trzech lat.
Mirosława Targońska, dyrektor ds. finansowo-ekonomicznych gdańskiego Elmoru, jednego z kooperantów, stwierdziła: - Otrzymamy spłatę w ciągu trzech lat. Nie jest dobrze, ale lepiej niż upadłość stoczni. Jesteśmy firmą średniej wielkości. Długi Stoczni Gdańsk u nas wynoszą ponad 1 mln zł. Podobna kwota wciąż zalega w Stoczni Szczecińskiej i uznajemy je za stracone. Byliśmy wieloletnim dostawcą tej stoczni, a teraz ona nie chce z nami współpracować. Nie zawiera nowych umów, aby w jakiś sposób spłacić te pieniądze. Ze strony rządu średnie przedsiębiorstwa, takie jak nasze, nie otrzymują nic poza deklaracjami. Ratujemy się zmianą rynku, kierujemy ku Europie Zachodniej. Nie mamy pieniędzy, by dalej produkować, nasze starania o wsparcie ze strony rządu spełzają na niczym.
Handel długami
Firmy zajmujące się obrotem wierzytelności, mają co robić. Długów przedsiębiorstw państwowych jest coraz więcej. Jarosław Nowicki z warszawskiego Indosu powiedział: Trzeba rozróżnić wartościowo i ilościowo wnoszone sprawy. Jeśli chodzi o skup długów jednostek, o których można powiedzieć, że są państwowe, najwięcej pochodzi z branży górniczej, chemicznej, hutniczej, stoczni i szpitali. Są również roszczenia wobec gmin. Praktycznie nie ma branży, gdzie nie ma długów.
Julian Kinkel, prezes AOW, zauważył: W odniesieniu do stoczni nie ma wielu spraw. W przypadku Stoczni Gdynia wierzytelności zostały objęte ustawą restrukturyzacyjną, a w Stoczni Szczecińskiej upadłością. Co do PKP, to obecnie większość wierzytelności idzie w kierunku kompensat. To inna część rynku i tym się nie zajmujemy. Długi służby zdrowia nie stanowią głównego przedmiotu naszej działalności, ale mogę powiedzieć, że podaż jest duża. Większość szpitali nie płaci bowiem w terminie, a 1/3 z nich wcale. Jednak nie ma popytu na te wierzytelności ze względu na ich słabą jakość. Na tym rynku panuje marazm. Moim zdaniem, wprowadzenie postępowania ugodowego jest dobrym posunięciem. Jeśli nawet szpitalom udaje się prowadzić bieżącą działalność, to wciąż muszą dźwigać stare długi. Po wejściu w życie nowych ustaw restrukturyzujących zobowiązania służby zdrowia, ten segment może odżyć.
Co z prawem?
Od 1997 r. EBOiR bada jakość i skuteczność prawa upadłościowego w krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Bank stosuje 5 kategorii: pełne dostosowanie do potrzeb, wystarczające, ledwo wystarczające, niewystarczające i nieskuteczne. W 2001 r. Polska znalazła się w ocenie ledwo wystarczające. Tę samą uzyskała podczas poprzedniego badania, w 1999 r. Ocena EBOR-u oznacza zarówno słabo dostosowane prawodawstwo, jak i jego małą skuteczność.
Prawo upadłościowe opiera się na rozporządzeniu z 1934 r. Dochodzenie roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników i zasady postępowania naprawczego wobec przedsiębiorców zagrożonych niewypłacalnością zostało uregulowane przez ustawę z lutego br. Nowe zasady wejdą w życie od 1 października.
Polskie sądy w 2002 roku zdecydowały o upadłości 1,1 tys. firm oraz otwarciu blisko 600 postępowań układowych. Łącznie w zeszłym roku liczba upadłości i układów wzrosła o 4% w stosunku do 2001 roku. Branżą z największą liczbę bankructw było budownictwo (408 firm). Drugą - handel hurtowy i komisowy (333 firmy).