Po środowym spadku, w czwartek notowania ropy naftowej znów zaczęły rosnąć. Uczestników rynku zaniepokoiły bowiem opublikowane dzień wcześniej dane, które wykazały spadek amerykańskich zapasów benzyny do najniższego poziomu od listopada 2000 r. Tymczasem zużycie tego paliwa w USA jest wciąż bardzo duże, a dodatkowo może je zwiększyć najbliższy weekend, wydłużony w związku z obchodami Święta Pracy. Do zwyżki cen ropy naftowej przyczyniały się też w dalszym, ciągu trudności ze wznowieniem na większą skalę eksportu tego surowca przez Irak. Uszkodzony rurociąg, łączący pola naftowe na północy kraju z tureckim portem Ceyhan jest wciąż nieczynny, a jego naprawa może potrwać jeszcze tydzień. W Londynie baryłka ropy Brent z dostawą w październiku kosztowała wczoraj po południu 29,25 USD, wobec 29,18 USD w końcu sesji środowej.
Tymczasem notowania złota spadły z najwyższego od sześciu lat poziomu osiągniętego dzień wcześniej. Bezpośrednim powodem było wzmocnienie dolara wobec euro. Kurs waluty amerykańskiej zbliżył się do najwyższego poziomu od czterech lat pod wpływem oficjalnej korekty w górę tempa wzrostu gospodarczego w USA. Według Departamentu Handlu, wyniósł on 3,1% w skali rocznej, a nie - jak wcześniej sądzono - 2,4%. Do spadku ceny złota przyczyniły się też obawy przed wyprzedażą olbrzymich zapasów tego kruszcu nagromadzonych przez spekulantów. Wczoraj jego cena spadła do 370,10 USD za uncję, z 372,55 USD w środę.
Staniała również miedź ze względu na jej rosnącą produkcję. Za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono 1732 USD, wobec 1749 USD dzień wcześniej.