Rząd wielokrotnie zapowiadał wprowadzenie kompleksowego programu redukcji obciążeń fiskalnych. Ulgę mieli odczuć zarówno przedsiębiorcy, jaki i osoby fizyczne. Ze wszystkich deklaracji zrealizowano tylko dwie - podatek dochodowy od osób prawnych CIT od 2004 r. ma być zmniejszony do 19% (do tego poziomu, z obecnych 20%, został też obniżony podatek od zysków kapitałowych), spadła także akcyza na alkohol. Natomiast prawie wszystkie zaplanowane podwyżki zostały wprowadzone. Podatku uniknęli na razie tylko rolnicy.
Chcemy, ale nie możemy
Począwszy od 2002 r. gabinet Leszka Millera co kilka tygodni przedstawia kolejne propozycje zmian w podatkach. Z założenia wszystkie miały zmierzać do uproszczenia systemu oraz zmniejszenia fiskalizmu państwa. Część z nich trafiła do lamusa, a część została odsunięta w czasie. Wytłumaczenie było jedno: chcemy, ale stan finansów publicznych nie pozwala na zdecydowane kroki. Podatek CIT na 2003 r. zamiast do 24% został obniżony tylko o 1 pkt. proc., do 27%. W tym samym czasie zapadła decyzja o chwilowym (na rok) zamrożeniu stawek i progów PIT. Okazało się jednak, że skala podatkowa z 2002 r. będzie obowiązywać także w latach 2003 i 2004. Korekcie ulegnie tylko kwota wolna od podatku na przyszły rok. Podatnik zyska na tym ruchu średnio ok. 70 zł. Kolejne propozycje cięć podatków także zostały odłożone decyzją koordynatora polityki gospodarczej rządu Jerzego Hausnera. Dotyczy to szczególnie podatku liniowego, ujednolicenia stawki PIT dla firm oraz dalszych redukcji akcyzy na wyroby spirytusowe.
- Nic nie wskazuje na to, że rząd rzeczywiście zamierza obniżać podatki. Najlepszym przykładem jest rezygnacja z wprowadzenia 19-proc. stawki PIT dla firm. Tymczasem przedsiębiorcy oczekują odważnych decyzji, które mogą okazać się przełomowe w sposobie myślenia polityków - uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP.
Podnosimy, bo musimy