Reklama

Obniżki podatków są tylko pozorne

Od 1 stycznia 2004 r. większość Polaków będzie płacić wyższe podatki. Podwyżek unikną na pewno rolnicy i prawdopodobnie duże firmy. Analitycy ostrzegają przed negatywnymi konsekwencjami utrzymywania wysokich podatków, które mogą zahamować wzrost gospodarczy.

Publikacja: 30.08.2003 09:50

Rząd wielokrotnie zapowiadał wprowadzenie kompleksowego programu redukcji obciążeń fiskalnych. Ulgę mieli odczuć zarówno przedsiębiorcy, jaki i osoby fizyczne. Ze wszystkich deklaracji zrealizowano tylko dwie - podatek dochodowy od osób prawnych CIT od 2004 r. ma być zmniejszony do 19% (do tego poziomu, z obecnych 20%, został też obniżony podatek od zysków kapitałowych), spadła także akcyza na alkohol. Natomiast prawie wszystkie zaplanowane podwyżki zostały wprowadzone. Podatku uniknęli na razie tylko rolnicy.

Chcemy, ale nie możemy

Począwszy od 2002 r. gabinet Leszka Millera co kilka tygodni przedstawia kolejne propozycje zmian w podatkach. Z założenia wszystkie miały zmierzać do uproszczenia systemu oraz zmniejszenia fiskalizmu państwa. Część z nich trafiła do lamusa, a część została odsunięta w czasie. Wytłumaczenie było jedno: chcemy, ale stan finansów publicznych nie pozwala na zdecydowane kroki. Podatek CIT na 2003 r. zamiast do 24% został obniżony tylko o 1 pkt. proc., do 27%. W tym samym czasie zapadła decyzja o chwilowym (na rok) zamrożeniu stawek i progów PIT. Okazało się jednak, że skala podatkowa z 2002 r. będzie obowiązywać także w latach 2003 i 2004. Korekcie ulegnie tylko kwota wolna od podatku na przyszły rok. Podatnik zyska na tym ruchu średnio ok. 70 zł. Kolejne propozycje cięć podatków także zostały odłożone decyzją koordynatora polityki gospodarczej rządu Jerzego Hausnera. Dotyczy to szczególnie podatku liniowego, ujednolicenia stawki PIT dla firm oraz dalszych redukcji akcyzy na wyroby spirytusowe.

- Nic nie wskazuje na to, że rząd rzeczywiście zamierza obniżać podatki. Najlepszym przykładem jest rezygnacja z wprowadzenia 19-proc. stawki PIT dla firm. Tymczasem przedsiębiorcy oczekują odważnych decyzji, które mogą okazać się przełomowe w sposobie myślenia polityków - uważa Jeremi Mordasewicz, ekspert PKPP.

Podnosimy, bo musimy

Reklama
Reklama

Odwrotnie wygląda natomiast sytuacja w przypadku podnoszenia obciążeń fiskalnych - rząd zawsze wywiązuje się z danych obietnic. Jedynym wyjątkiem jest opodatkowanie rolników, które zostało odłożone o 12 miesięcy. Podobnie jak w wypadku obniżek, wyjaśnienie konieczności podnoszenia stawek było zawsze jednakowe - zła sytuacja budżetu i konieczność dostosowania naszego prawa do Unii Europejskiej. Rośnie więc akcyza na wyroby tytoniowe, pojawił się 20-proc. podatek od zysków kapitałowych. Od nowego roku wyższy będzie VAT na niektóre towary i usługi, podatki zapłacą gracze giełdowi (do tej pory byli zwolnieni z tzw. podatku Belki) oraz SKOK-i. Poza tym o 4 pkt. proc. większy będzie podatek od dywidendy, opodatkowane zostaną szkoły niepubliczne oraz znikną prawie wszystkie ulgi i odliczenia.

- Podatnicy stracą nie tylko ulgi i odliczenia, ale także szansę na korzystanie ze zwolnień przedmiotowych. Pracodawcy nie będą już mogli odpisywać kosztów świadczeń lekarskich dla pracownika, dopłat do dojazdów do pracy czy diet na wyjazdy służbowe - wylicza Jeremi Mordasewicz.

Trzeba jeszcze pamiętać, że to nie wszystkie plany rządu związane z podatkami - za dwa lata planowane jest wprowadzenie podatku katastralnego.

Obniżki są pozorne

W ocenie ekspertów, reformy podatkowe zaproponowane w tym tygodniu przez rząd powodują wzrost realnych obciążeń fiskalnych. Nawet z formalnego punktu widzenia tylko CIT i podatek "Belki" uległy obniżeniu (z 20% obecnie do 19% w przyszłym roku), wszystkie pozostałe stawki zostały na poprzednim poziomie lub wzrosły.

- Zmiany w systemie najmocniej odczują podatnicy rozliczający się według PIT-u, gdzie nie zmieniły się stawki i progi, a zniesiono prawie wszystkie ulgi i odliczenia. Niewielki wzrost kwoty wolnej na pewno nie zrekompensuje strat powstałych po likwidacji odpisów - uważa Agata Urbańska, ekonomista ING Bank.Jej zdaniem, także poprawa sytuacji przedsiębiorców płacących CIT nie jest tak duża, jak zapewnia rząd. Im także odebrano ulgi, a dodatkowo zwiększono podatek od dywidendy.

Reklama
Reklama

- Podnosząc podatek od dywidendy, rząd prawdopodobnie chce zatrzymać środki finansowe w firmach - tłumaczy A. Urbańska.

Analitycy nie spodziewają się szybkiej zmiany polityki podatkowej rządu. Według nich, nie pozwala na to sytuacja budżetowa, brak jest także woli politycznej do gruntownych reform.

PIT

- zamrożenie stawek i progów podatkowych

- likwidacja większości ulg i odliczeń

- podniesienie kwoty wolnej z 2790 zł do 3168 zł

Reklama
Reklama

- podatek giełdowy - 19%

- podwyżka z 15% do 19% podatku od dywidendy

- opodatkowanie szkół wyższych i SKOK-ów

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama