W poniedziałek cena złota wykazywała początkowo skłonność do dalszego wzrostu. Tendencji zwyżkowej sprzyjał słabszy dolar, który sprawił, że złoto stało się tańsze dla posiadaczy innych walut. Dodatkowym czynnikiem zwiększającym jego atrakcyjność było zaostrzenie konfliktu w Iraku, gdzie oprócz ataków na żołnierzy amerykańskich i brytyjskich doszło do krwawego zamachu bombowego w mieście Nadżaf. W tej sytuacji złoto jest znów traktowane przez inwestorów, zwłaszcza z Bliskiego Wschodu, jako bezpieczna lokata kapitału. W dalszej części dnia wzrost notowań został jednak zahamowany i uncja tego kruszcu kosztowała po południu 375,55 USD, tj. tyle samo, ile w końcu ubiegłego tygodnia.

Zdrożała również miedź. Wczoraj za tonę tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych płacono na Londyńskiej Giełdzie Metali 1771 USD, wobec 1766 USD w końcu sesji piątkowej.

Odwrotnie było na rynku naftowym, gdzie notowania zaczęły spadać. W Londynie ropa Brent z dostawą w październiku staniała po południu do 29,14 USD za baryłkę z 29,49 USD, w piątek. Powodem tej zmiany był koniec sezonu motoryzacyjnego w USA, za który uważa się obchodzone wczoraj Święto Pracy. Od tego momentu popyt na benzynę zaczyna maleć, a to zmniejsza zapotrzebowanie rafinerii na ropę.

Ponadto oczekiwano, że wobec wysokich notowań, a także trudności ze wznowieniem na większą skalę eksportu przez Irak, OPEC nie ograniczy wydobycia. Pogląd taki wyraził wenezuelski minister do spraw naftowych Rafael Ramirez. Pojawiły się też nadzieje na stabilizację sytuacji w Iraku wraz z utworzeniem nowego rządu - pierwszej miejscowej władzy od obalenia Saddama Husajna.