Na londyńskiej giełdzie ponownie wzrosły wczoraj ceny ropy naftowej. Ciągłe napięcie w Iraku i w stosunkach izraelsko-palestyńskich, a także groźba strajku w Nigerii zwiększyły obawy o zakłócenia w dostawach ropy na światowy rynek. W ub.r. z Iraku i Nigerii pochodziło ponad 6% światowych dostaw. Agencja France Presse poinformowała wczoraj przed południem o wybuchu rurociągu w rejonie Kirkuku, łączącego dwa pola naftowe. To już kolejny atak na irackie instalacje. Owe akty sabotażu i masowe rozkradanie urządzeń powodują, że nie ma co liczyć na rychły powrót irackiej ropy na światowy rynek. W Nigerii coraz bardziej realna staje się groźba strajku pracowników obsługujących szyby eksploatowane przez Royal Dutch/Shell Group. Dziennie wydobywają oni ok. 800 tys. baryłek ropy. W rezultacie cena baryłki ropy Brent z dostawą w październiku wzrosła na londyńskiej giełdzie do 27,63 USD z 27,21 na piątkowym zamknięciu.

Kontrakty terminowe na miedź staniały wczoraj zarówno w Nowym Jorku jak i w Londynie. Uczestnicy tego rynku zaczęli obawiać się, że piątkowe wywindowanie ceny do poziomu najwyższego od 2,5 roku może zniechęcić niektórych przemysłowców do kupowania tak drogiego metalu. Miedź z dostawą za trzy miesiące kosztowała wczoraj po południu w Londynie 1814 USD za tonę, a więc o 10 USD mniej niż na piątkowym zamknięciu.

Złoto też wczoraj staniało. Przyczyną spadku notowań był ponowny wzrost kursu dolara wobec euro. Dolar zdrożał w wyniku oczekiwań, że amerykańska gospodarka będzie rozwijała się szybciej od europejskiej, co potwierdził niejako EBC obniżając prognozę wzrostu na ten rok. Uncja złota z dostawą w grudniu kosztowała wczoraj na nowojorskim rynku Comex 376,3 USD, a więc o 0,6% mniej niż w piątek.