Niemiecki Bertelsmann (właściciel BMG) i amerykański AOL Time Warner prowadzą rozmowy na temat połączenia ich oddziałów muzycznych i utworzenia drugiej w świecie firmy nagraniowej. Zagroziłoby to pozycji EMI, największej z tej trójki. - Najwyraźniej EMI musi wykonać jakiś ruch, nie może stać się zbyt mała - mówi Alan Beaney, współzarządzający kwotą 600 mln USD w Principal Investment Management. - Przy zmniejszających się przychodach konsolidacja jest jedynym wyjściem - dodaje.

Wczoraj EMI sprzedała obligacje zamienne o wartości 243 mln USD i zapowiedziała, że wkrótce może wypuścić na rynek kolejne transze papierów dłużnych. Wzmaga to spekulacje, że spółka gromadzi kapitał, który pomoże sfinansować ewentualne przejęcie. Inwestorzy uważają, że wybór padnie na Warner Music, bo to wzmocniłoby pozycję w USA. EMI już w 2000 r. usiłowała połączyć się z tą firmą. Rok później nie udało jej się takie samo posunięcie wobec BMG. Teraz EMI może pozostać najmniejszym z liczących się graczy na rynku muzycznym - jeśli dojdzie do fuzji dwóch rywali. Rzecznik BMG Patrick Reilly potwierdził, że jego firma prowadzi rozmowy z Warner Music na temat utworzenia spółki, w której oba giganty mają objąć po połowie udziałów.

W skali globalnej sprzedaż muzyki spadła w ub.r. do 32 mld USD, kwoty najmniejszej od dziesięciu lat. Przyczynili się do tego piraci, a także rozwój innych form rozrywki - np. filmów na DVD. EMI, Warner Music i BMG zmniejszają zatrudnienie, ograniczają wydatki. Nie pozostaje jednak już zbyt wiele możliwości na dalszą obniżkę kosztów, więc firmy rozważają możliwość łączenia się.