W jednej ze spraw sędzia chciał się dowiedzieć od urzędu skarbowego, jaki jest stan majątkowy oskarżonego, w tym jakie płacił on w ostatnich latach podatki. Chodziło o ustalenie, czy mienie, które zgromadził, nie pochodziło z przestępstw. Sąd uzyskał odpowiedź, że urząd skarbowy nie może nic na ten temat powiedzieć, ponieważ nie ma takiego podatnika w ewidencji. Nigdy się do fiskusa nie zgłosił. Nie ma NIP-u i w związku z tym dla urzędu skarbowego nie istnieje. Czym zresztą - czego w odpowiedzi już nie było - sami urzędnicy nie bardzo się przejmują, bo najzwyczajniej w świecie się boją. Pamiętają Państwo aferę śląskiego Colloseum? Tam urzędnicy byli odważniejsi, ale w pewnym momencie też się przestraszyli, kiedy doszli do wniosku, że są śledzeni.
No cóż, łatwiej jest sięgnąć po pieniądze tych podatników, których identyfikacja nie nastręcza kłopotów i którzy nie wydają się groźni. W przypadku inwestorów giełdowych sprawę załatwią za fiskusa biura maklerskie i banki. Kosztów oczywiście nikt im nie zwróci. A że przy okazji podetnie się skrzydła łapiącej oddech giełdzie i w efekcie schłodzi rynek pierwotny, który po latach posuchy ma szansę odbić się od dna? Tym fiskus się nie przejmuje.
A gdyby jednak rzeczywiście poszukał pieniędzy gdzie indziej? Wywiad skarbowy ma, jak już wspomniałem, coraz szersze, w ostatnich dniach znów powiększone, uprawnienia, nie gorsze niż ABW. Może pora z nich korzystać. Kiedyś sprawę załatwiał porucznik Borewicz i jego dzielni, choć nie zawsze mądrzy, koledzy, którzy potrafili szybko rozwikłać wszystkie zagadki kryminalne, a do przestępstw gospodarczych, np. złotych dwudziestodolarówek i półlegalnych pensjonatów, mieli wręcz wyjątkowego nosa. Teraz czasy są cięższe, ale i możliwości większe. Chyba że to nie kwestia możliwości, ale wyobraźni. Tej, jak wiadomo, zawsze fiskusowi brakowało.