Dobry system podatkowy powinien cechować się równością, powszechnością i sprawiedliwością. Nie trzeba udowadniać, że powyższych cech nie spełnia obecny system podatkowy w Polsce. Co więcej, równie łatwo jest udowodnić, że nie będzie ich również spełniał system podatkowy po wprowadzeniu elitarnego PITo-CITu. Może to doprowadzić do skompromitowania idei podatku liniowego w Polsce akurat przed wyborami politycznymi w 2005 r.
Trudno jest wejść w czyjąś skórę, a jeszcze trudniej, jeśli należała ona do byłego ministra finansów Grzegorza Kołodki. Wydaje się jednak, że pomysł jednolitego podatku liniowego dla wszystkich prowadzących działalność gospodarczą miał dostarczyć budżetowi więcej wpływów, a księgowym z okolic Ministerstwa Finansów więcej dochodów. Pierwotnie była to więc koncepcja przymusowej migracji PIT-owców do CIT-u, co oznaczałoby między innymi wyłączenie dochodów drobnych przedsiębiorców ze wspólnego opodatkowania małżonków, szczegółową identyfikację wielkości dochodów i możliwość nałożenia wyższej składki na ZUS, ale także wyższe koszty prowadzenia pełnej księgowości. Taki ujednolicony podatek był szykowany na wyborczy 2005 r. i to pod hasłami obniżki podatków!
Salomonowe rozwiązanie
Sprytny skądinąd plan Kołodki nie został w pełni pojęty przez jego następców i samego premiera, który - tonąc politycznie - uchwycił się podatku liniowego dla dużych i małych przedsiębiorców już od 2004 r. Duzi, czyli oligarchowie, uzyskali obniżenie podatku CIT do 19%, co wiązało się ze stratą 4,5 mld złotych dochodów dla budżetu. Natomiast ta sama, 19-proc. stawka dla przedsiębiorców - osób fizycznych okazała się po prostu niekorzystna, gdy 1,5 mln z nich (80%) rozlicza się w I progu podatkowym, gdzie efektywna stawka podatkowa wynosi około 13%. Politycznie propozycja ta okazała się więc niewypałem, gdyż jest korzystna tylko dla około 112 tys. podatników z III grupy podatkowej, gdzie efektywna stawka podatkowa wynosi 30% (II grupa ma efektywną stawkę 18% więc praktycznie może rzucić monetą i wybierać). Aby wyjść z twarzą, rząd zaproponował rozwiązanie iście salomonowe - podatnik będzie miał możliwość wyboru pomiędzy nowym 19-proc. podatkiem a pozostaniem w starym systemie. Co ciekawe, to urzędy skarbowe po wzmożonej kontroli mają zweryfikować, kto może rozliczać się jako osoba fizyczna, prowadząca działalność gospodarczą, a kto jako pracownik najemny. Pan Kowalski, świadczący usługi konsultingowe, może więc zostać zakwalifikowany jako menedżer w firmie i zapłacić stary-dobry PIT i ZUS po najwyższej stawce, a nie nowy cudowny PITo-CIT i ZUS po najniższej stawce. Będzie naprawdę śmiesznie, gdy urzędy skarbowe będą "zatrudniać" obecnie samozatrudnionych. Takich wątpliwości administracyjno-prawnych będzie pewnie o wiele więcej.
Rekompensata fiskalna