Powszechny obowiązek podatkowy to dobra rzecz, wszakże pod pewnymi warunkami. Warto je przypomnieć, skoro rząd osłania tym hasłem kolejne podboje dokonywane przez resort finansów. Otóż, powszechny obowiązek podatkowy ma się najlepiej w towarzystwie niskich podatków. Powszechność wysokich podatków jest zwykłym fiskalizmem. Przestaje być cnotą. W Polsce mamy do czynienia z próbą upowszechnienia wysokich podatków.

Inaczej, niż to było kiedyś, dziś ciężar dowodu jest po stronie tych, co chcą podwyższać podatki. Inne czasy, inna moda - znacznie zdrowsza, niż moda na fiskalizm, w imię społecznej sprawiedliwości. Dziś tempo i głębokość ruchów w dół dyktuje Europa Środkowowschodnia. Tu upowszechnia się podatek liniowy, w XX wieku traktowany jako wymysł teoretyczny i niepraktyczny. Ostatnio do grona praktyków podatku liniowego zapisała się Rumunia. Powinno to zmobilizować Bułgarię. Jednym z nielicznych krajów, które nie czują się zmobilizowane, pozostaje Polska. Dlatego samo hasło powszechnego obowiązku podatkowego nie wystarcza. Ważne jest także, kiedy wypada dzień wolności podatnika. Jeśli przeciętny podatnik pół roku pracuje na daniny dla państwa, to zasada obywatelskiego obowiązku podatkowego traci na atrakcyjności. Rodzi się naturalny odruch unikania podatków.

Niezależnie od wysokości obciążeń, zasada powszechności opodatkowania zna wyjątki. Można je zgrupować pod wspólnym mianownikiem inwestowania w przyszłości i nadrabiania opóźnień. W Europie postkomunistycznej jest wiele do nadrobienia. Warto inwestować w rozwój społeczeństwa obywatelskiego, czyli m.in. organizacje pozarządowe. Trzeci sektor ruszył z kopyta po roku 1989, ale ma daleką drogę do przebycia. Dlatego NGO-sy słusznie protestują, gdy rząd chce je obłożyć 19-procentowym CIT-em - wszystkie te, które nie spełniają zawężonej definicji organizacji pożytku publicznego. Wraz z ograniczeniem darowizny wolnej od podatku oznacza to podcięcie sfery pozarządowej. Drugi obszar pożądanych ograniczeń apetytów fiskusa to oczywiście edukacja. Tu także rząd postanowił zaatakować, obkładając podatkiem uczelnie i likwidując zwolnienia stypendiów naukowych. Na szczęście - dla kraju, który nie wygrywa wyścigu innowacyjności - ostry protest spowodował częściowe cofnięcie się rządu. Szkoda tylko, że potrzebna była awantura, a nie była to świadoma strategia inwestowania w szare komórki. Wreszcie, trzecią kategorię antypodatkowych wyjątków powinny stanowić instytucje, które miały długą przerwę w życiorysie, są na dorobku i wymagają pielęgnacji. Do nich należy giełda i cały rynek kapitałowy. Tu także fiskalny atak spotkał się z kontrofensywą poselską. Ale rząd dalej swoje i może przeforsować podatek, jeśli zdyscyplinuje lewicową większość.

We wszystkich wspomnianych zakresach, batalia toczy się na forum sejmowej Komisji Finansów. Wynik nierozstrzygnięty. Zwycięstwo powszechności, czyli fiskalizmu we wspomnianych sferach (odpukać), oznaczać będzie naszą przegraną w grze o jutro!