Hossa zmieniła swoje oblicze. Dynamiczny wzrost, jaki obserwowaliśmy jeszcze w sierpniu, odszedł w zapomnienie. Zamiast ubiegłomiesięcznego kupowania po coraz wyższych cenach inwestorzy są obecnie o wiele bardziej ostrożni. Trend wzrostowy wydaje się nie mieć końca. Można jednak dostrzec powoli oznaki, że mamy, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, do czynienia z dystrybucją akcji.
Stany Zjednoczone
Przyglądając się wykresom głównych amerykańskich indeksów opisujących zmiany cen akcji, można dojść do wniosku, że nie należy spodziewać się rychłego odwrócenia trendu. Indeksy sprawnie pokonują poziomy oporu i mają wciąż kilkuprocentowe pole do popisu przed osiągnięciem kolejnych barier podażowych. Oporem dla S&P 500 jest strefa 1100-1180 pkt, dla Nasdaq Composite 1950 pkt a średniej przemysłowej 10 400-10 600 pkt. Są to kluczowe poziomy oporu dla tych indeksów. Najprawdopodobniej w tym miejscu rozpocznie się korekta. Wrzesień jest z reguły najgorszym miesiącem w roku do inwestycji. W tym miesiącu również wypada szczyt dość istotnego cyklu 40-tygodniowego. Jego dna należy się spodziewać między połową grudnia i początkiem lutego. A to znaczyłoby, że tradycyjne zjawisko efektu stycznia będzie przesunięte w czasie.
Rynek akcji miałby nie lada problemy, gdyby amerykański Fed zdecydował się na zmianę podejścia do polityki stóp procentowych. Podwyżka oprocentowania funduszy federalnych wypłoszyłaby wielu inwestorów z rynku akcji. Termin jej wprowadzenia jest jednak dość odległy. Historycznie rzecz ujmując Fed zawsze brał pod uwagę poziom wykorzystania mocy produkcyjnych. Obecnie są one wykorzystywane w niespełna 75%. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby Fed podwyższył stopy, gdy wykorzystanie mocy produkcyjnych było mniejsze niż 79%.
Japonia/Euroland