Dochodzenie, które według słów prezesa komisji Williama Donaldsona stanowi jeden z priorytetów SEC, skupia się na tzw. maklerach-specjalistach. Są to traderzy, którzy mają na parkiecie kojarzyć kupujących i sprzedających akcje. Ich praca polega na prowadzeniu aukcji między zwykłymi maklerami. Jednoczeście mogą sami dokonywać operacji w imieniu swoich firm, jeśli inwestorzy nie chcą dokonać transakcji. Podejrzenia dotyczące specjalistów dotyczą operacji kupna/sprzedaży w imieniu własnych firm, wyprzedzających inne zamówienia. Proces zwany ?trade ahead? prowadzi do konfliktu między interesem składającego zlecenie a firmy zatrudniającej specjalistę, który zamiast realizować zamówienie klienta, prowadzi operacje dla pracodawcy. Pierwszą spółką, jaką SEC zainteresowała się latem br., była LaBranche & Co., teraz dochodzenie rozszerzy się także na inne korporacje.

Jeśli podejrzenia SEC się potwierdzą, mechanizmy rządzące NYSE zostaną po raz kolejny skompromitowane. Okaże się także, że system wewnętrznej kontroli nowojorskiej giełdy pozostawia wiele do życzenia. Tego rodzaju wykroczenia będą miały dużo większy wpływ na zaufanie inwestorów do największego rynku kapitałowego świata niż afera z wygórowanym wynagrodzeniem poprzedniego prezesa giełdy Richarda Grasso. Być może NYSE stanie przed koniecznością zasadniczej zmiany systemu prowadzenia transakcji, który w zasadzie w 211-letniej historii giełdy nie był poddawany istotnym modyfikacjom. Wzorem dla NYSE może się stać jej młodszy brat ? Nasdaq, gdzie nie ma klasycznego parkietu, a wszystkie transakcje prowadzone są drogą elektroniczną.