Ustawa budżetowa na 2004 r. zakłada, że Francja w przyszłym roku zredukuje deficyt do poziomu 3,6% PKB, z 4% przewidzianych na ten rok. Deficyt ma się zmniejszyć, mimo średnio 3-proc. obniżki podatku dochodowego oraz wzrostu ulg dla najmniej zarabiających obywateli i dla rodzin.
Ulgi w podatku dochodowym częściowo zrekompensowane zostaną przez podwyżkę podatku na olej napędowy. Cena na stacjach ma wzrosnąć o 2,5 eurocenta na litr, co pozwoli zgromadzić w państwowej kasie 800 mln euro. Ponadto zatrzymany zostanie wzrost rządowych wydatków. Ich suma będzie mogła zwiększyć się najwyżej o stopę inflacji, która, jak się przewiduje, w przyszłym roku wyniesie 1,5%. Rząd zredukuje liczbę etatów w sferze budżetowej. Pracę straci ponad 4,8 tys. urzędników państwowych.
Premier Jean-Pierre Raffarin i prezydent Francji Jacques Chirac oparli się naciskom UE, która sugerowała zmniejszanie wydatków budżetowych i podwyżkę podatków. Twierdzą oni, że taka polityka z pewnością nie pomoże trzeciej gospodarce Europy wyjść z recesji, w jaką wpadła w drugim kwartale br. Kontrowersyjny dla UE francuski budżet na 2004 r. przewiduje wzrost gospodarczy w wysokości 1,7%.
Francja w 2004 r. po raz trzeci z rzędu przekroczy unijny limit deficytu, który wynosi 3% PKB. Rząd twierdzi, że również w 2005 r. nie uda się zejść poniżej tej granicy. W trzyletnim planie, który ma zostać przesłany do Komisji Europejskiej, Francja założyła, że w 2007 r. deficyt spadnie do 1,5%, przy utrzymaniu tempa wzrostu gospodarczego na poziomie 2,5%.
Francuski minister finansów Francis Mer będzie bronił ustawy na spotkaniu ministrów finansów wszystkich państw Piętnastki, zaplanowanym na 6 i 7 października w Luksemburgu. Pozostałe 14 krajów musi w końcu zadecydować, czy ukarać Francję za przekraczanie 3-proc. limitu deficytu. Unijne prawo przewiduje za to m.in. grzywnę w wysokości 0,5% PKB.