To będzie zależało od decyzji inwestorów zagranicznych, to trudno ocenić. Ale nawet, gdybyśmy nie mieli i, mam nadzieję, że nie będziemy mieli jakiegoś gwałtownego odpływu kapitału zagranicznego, to będziemy musieli się zdecydować na tak radykalne cięcia, które przekraczają wyobraźnię przeciętnego obywatela. Chcę powiedzieć, że ten budżet zakłada, że w następnym roku dług publiczny do PKB zatrzyma się troszkę poniżej poziomu 55%. I to przy bardzo optymistycznych założeniach, że kurs walutowy średniorocznie wzmocni się w porównaniu z obecnym poziomem oraz że tempo wzrostu gospodarczego wyniesie 5%.
Mamy budżet z deficytem 45,5 miliarda złotych...
To nieprawda. Ten deficyt w porównaniu z tym rokiem, kiedy wyniesie troszkę poniżej 40 mld zł, w następnym rośnie do 60 miliardów, bo jednocześnie rząd zastosował tzw. kreatywną księgowość. Ukrył niektóre wydatki, które do tej pory były wpisywane po stronie wydatkowej budżetu, jak to mówią ekonomiści - poniżej kreski. Czyli nie zakwalifikował do wydatków głównie wpłat do otwartych funduszy emerytalnych.
I nie zakwalifikował wpłat do Unii Europejskiej"
I wpłat do Unii Europejskiej. Ale co to znaczy 60 miliardów złotych długu" To jest 15 miliardów dolarów. Pamiętamy, jak społeczeństwo zostało obciążone słynnymi długami gierkowskimi i w jednym roku decydujemy się na to, żeby państwo zwiększyło zadłużenie o 15 miliardów dolarów. Co to znaczy dla przeciętnego obywatela" Jeśli którekolwiek z tych optymistycznych założeń nie będzie spełnione i przekroczymy próg 55%, to będziemy musieli zmniejszyć deficyt z 60 mld zł w 2004 r. do około 24,25 mld zł w 2005 r. i osiągnąć nadwyżkę budżetową w 2006 r.
Co to znaczy dla przeciętnego Kowalskiego`