Zysk Pumy w ostatnich czterech latach zwiększył się 20-krotnie, a jej przychody potroiły się do 909,8 mln euro w ub.r. Spółka zadowala też inwestorów. Jej akcje są teraz sześć razy więcej warte niż w sierpniu 2001 r. Na początku września ich kurs odnotował historyczne maksimum na poziomie 109,9 euro, co oznaczało tegoroczną stopę zwrotu w wysokości 65%. Dla porównania, akcje największego na świecie producenta butów sportowych Nike zdrożały w tym czasie o 37%, a drugiego pod względem przychodów w tej branży Adidasa spadły o 5,4%.

Prezes Pumy Jochen Zeitz wprowadził spółkę w świat mody, zatrudniając znanych projektantów, takich jak Jil Sander i Xuly Bet. Spodziewa się, że sprzedaż jego firmy wzrośnie w tym roku o ponad 40% bez uwzględniania wahań kursów walutowych. Adidas prognozuje wzrost przychodów o 5%, a Nike o mniej niż 10%.

Niektórzy analitycy uważają tak dużą dynamikę sprzedaży za mało prawdopodobną. zwracają uwagę, że w tej branży wiele zależy od mody, a ta bywa kapryśna i nie zawsze nawet czołowym producentom udaje się wyczuć najbliższą tendencję. O tym, że najlepsze czasy Puma może już mieć za sobą, świadczą też zmiany w jej akcjonariacie. W czerwcu Monarchy Enterprise Holdings sprzedała 39% udziałów w Pumie. Firma ta walnie przyczyniła się do zwiększenia udziałów niemieckiej spółki w amerykańskim rynku, między innymi umieszczając jej produkty w filmach kręconych w należącej do niej wytwórni Regency Entertainment Inc. Na przykład Meg Ryan w butach Pumy uprawiała joging w Central Parku w filmie z 1998 r. "Miasto aniołów".

W sierpniu Morgan Stanley zmniejszył swój udział w Pumie z ponad 5% do 3,28%. Rzecznik banku odmówił skomentowania tej transakcji. Prezes Zeitz twierdzi jednak, że znak firmowy Pumy jest tak mocny, że spółka nie potrzebuje już dużych udziałowców Bloomberg