Afera wokół IPO wybuchła w ub.r. mniej więcej w tym samym czasie, gdy nowojorska prokuratura oskarżyła amerykańskie firmy z Wall Street o tzw. konflikt interesów między działami analiz i oddziałami świadczącymi usługi z zakresu bankowości inwestycyjnej. Niejako pochodną tej afery była sprawa debiutów. Wyszło bowiem na jaw, że niektóre firmy koordynujące debiuty giełdowe spółki przyznawały "po cichu" część akcji z pierwotnej emisji znajomym menedżerom spółek, z którymi prowadziły interesy. Oprócz J.P. Morgan Chase wymieniano m.in. Goldman Sachs i Morgan Stanley. Przedstawiciele tych instytucji nie chcieli jednak komentować, czy pójdą w ślady rywala i zgodzą się zapłacić karę.
Kara w wysokości 25 mln USD to nie pierwsza w tym roku zapłacona przez J.P. Morgan Chase. W kwietniu br. potentat zgodził się przekazać 80 mln USD w ramach łącznego odszkodowania w wysokości 1,4 mld USD, jakie banki zapłaciły ogólnie za "konflikt interesów".
Według szacunków agencji Bloomberga, kara, jaką ma zapłacić J.P. Morgan, jest prawdopodobnie niewspółmiernie niska do korzyści, jakie bank osiągnął z nielegalnego procederu na rynku pierwotnym. Warto zauważyć, że w latach 1999-2000, gdy miało dojść do nadużyć, na samych prowizjach od koordynowania IPO bank zarobił 309 mln USD. Wówczas koniunktura na rynku pierwotnym była dużo lepsza niż obecnie. W latach 1998-2000 spółka debiutująca na giełdzie odnotowywała średnio 48-proc. wzrost kursu podczas pierwszego dnia notowań.