Czwartek na Wall Street rozpoczął się od delikatnych spadków głównych indeksów. Można było to wiązać ze wzrostem liczby nowych bezrobotnych w USA. Inwestorzy jednak szybko zapomnieli o tym raporcie (podobnie jak o spadku sierpniowych zamówień w przemyśle) i już pół godziny później indeksy przeszły na plusy, napędzane nadziejami na dobry IV kwartał. Cóż, powód dobry, jak każdy inny. Nie ma co ulegać presji, nastroje w USA potrafią się bowiem szybko zmieniać. Zwłaszcza że napływające dane z amerykańskiej gospodarki nie są najlepsze, co w połączeniu ze słabnącym dolarem oraz rosnącą ceną surowców, każe się zastanowić, czy przypadkiem jeszcze w tym roku nie dojdzie do załamania na rynku akcji.

Wątpliwości co do wzrostów w IV kwartale wywołuje analiza wykresu S&P500. Wrześniowe wybicie górą z trzymiesięcznej konsolidacji okazało się pułapką. Zamiast zwyżki do 1170 pkt, indeks ten ostatecznie powrócił poniżej 1012 pkt. Co prawda, w środę znów byki zaatakowały ten poziom, ale nie sądzę, żeby coś z tego się "urodziło". Przy przełamanej linii trendu wzrostowego, negatywnej dywergencji na RSI, sygnałach sprzedaży na kilku podstawowych wskaźnikach, trudno oprzeć się wrażeniu że mamy do czynienia jedynie z dynamiczną korektą. Zwłaszcza że wykres DJIA potwierdza wszystkie te obawy.

W tej chwili dobrze prezentuje się tylko Nasdaq Composite. Pomijając sygnał sprzedaży na MACD oraz negatywną dywergencję i podobny sygnał na RSI, to byki kontrolują sytuację. Ostatnie spadki zatrzymały się dokładnie na wsparciu, jakie w okolicach 1800 pkt tworzy 50- dniowa średnia, lokalny szczyt z lipca br. oraz półroczna linia hossy. Jako że trend został obroniony, a struktura coraz wyżej położonych dołków zachowana, więc na razie to byki mają przewagę. Stąd też realne jest, że środowa zwyżka jest początkiem ruchu, który ponownie zaprowadzi indeks powyżej 1900 pkt. Jest to najbardziej prawdopodobny scenariusz i nie ma sensu teraz rozpatrywać innych. Przynajmniej do czasu, aż Nasdaq nie pokonana opisywanej wyżej bariery popytowej. n