Jaki mamy budżet? Czy grozi nam katastrofa? Czy jest Pan w stanie swoim autorytetem zagwarantować, że żadnej drugiej Argentyny nie będzie?
Zacznijmy od faktów. Jest to budżet, w którym nadal bardzo szybko rośnie dług publiczny w stosunku do PKB, czyli Polska nadal bardzo szybko się zadłuża. Jeszcze trzy lata temu mieliśmy relacje długu publicznego do PKB w granicach 40%. Teraz przekraczamy już 50%. I jest, niestety, wysoce prawdopodobne, że w wyniku tego budżetu możemy przekroczyć drugi próg ostrzegawczy, to jest 55%. Próg ostrzegawczy, który jest zawarty w ustawie o finansach publicznych. Konstytucja zakazuje przedstawiania i realizowania takich budżetów, które doprowadziłyby do przekroczenia 60%. Ale chodzi nie tylko o możliwą kolizję z prawem. Chodzi przede wszystkim o to, że tego rodzaju budżet naraża na szwank trwały i szybki rozwój gospodarki.
Mam wrażenie, że ludzie oczekują prostego komunikatu. Czy to jest zły czy dobry budżet?
Jeżeli mamy budżet, w którym gwałtownie rośnie zadłużenie państwa, to oczywiście państwu ktoś musi pożyczyć pieniądze. Pożyczają banki. Jeżeli banki pożyczają państwu pieniądze, to odpowiednio mniej pozostaje ich dla przedsiębiorstw, które przecież zewnętrzne środki potrzebują na rozwój inwestycji.
Po drugie, jeżeli ma się do czynienia z taką sytuacją budżetową, to rośnie niepewność. Gdy rośnie niepewność, to przedsiębiorcy mogą się obawiać podejmowania długofalowych decyzji inwestycyjnych. Dalej - obniżono stawki podatkowe. Samo w sobie jest to pozytywne. Ten ruch byłby jednak bardziej sensowny, gdyby jednocześnie obniżono wydatki czy obniżono tempo wzrostu wydatków.