Reklama

Budżet naraża gospodarkę na szwankl

Z Leszkiem Balcerowiczem, prezesem NBP oraz przewodniczącym RPP, rozmawia Jacek Sobala

Publikacja: 04.10.2003 09:56

Jaki mamy budżet? Czy grozi nam katastrofa? Czy jest Pan w stanie swoim autorytetem zagwarantować, że żadnej drugiej Argentyny nie będzie?

Zacznijmy od faktów. Jest to budżet, w którym nadal bardzo szybko rośnie dług publiczny w stosunku do PKB, czyli Polska nadal bardzo szybko się zadłuża. Jeszcze trzy lata temu mieliśmy relacje długu publicznego do PKB w granicach 40%. Teraz przekraczamy już 50%. I jest, niestety, wysoce prawdopodobne, że w wyniku tego budżetu możemy przekroczyć drugi próg ostrzegawczy, to jest 55%. Próg ostrzegawczy, który jest zawarty w ustawie o finansach publicznych. Konstytucja zakazuje przedstawiania i realizowania takich budżetów, które doprowadziłyby do przekroczenia 60%. Ale chodzi nie tylko o możliwą kolizję z prawem. Chodzi przede wszystkim o to, że tego rodzaju budżet naraża na szwank trwały i szybki rozwój gospodarki.

Mam wrażenie, że ludzie oczekują prostego komunikatu. Czy to jest zły czy dobry budżet?

Jeżeli mamy budżet, w którym gwałtownie rośnie zadłużenie państwa, to oczywiście państwu ktoś musi pożyczyć pieniądze. Pożyczają banki. Jeżeli banki pożyczają państwu pieniądze, to odpowiednio mniej pozostaje ich dla przedsiębiorstw, które przecież zewnętrzne środki potrzebują na rozwój inwestycji.

Po drugie, jeżeli ma się do czynienia z taką sytuacją budżetową, to rośnie niepewność. Gdy rośnie niepewność, to przedsiębiorcy mogą się obawiać podejmowania długofalowych decyzji inwestycyjnych. Dalej - obniżono stawki podatkowe. Samo w sobie jest to pozytywne. Ten ruch byłby jednak bardziej sensowny, gdyby jednocześnie obniżono wydatki czy obniżono tempo wzrostu wydatków.

Reklama
Reklama

Minister finansów Andrzej Raczko w wywiadzie dla "Financial Times" zarzucił RPP, że jej kalkulacje, dotyczące poziomu deficytu, są nieprawdziwe. Według niego, deficyt wyniesie dokładnie tyle, ile zapisano w budżecie: 45,5 mld, a nie 57 mld, jak uważa Rada.

Być może chodzi tu o dwie różne liczby, a mianowicie o deficyt odliczony przy nowym ujęciu i on rzeczywiście wynosi 45,5 mld, i deficyt obliczony według dotychczasowego ujęcia i on jest znacznie większy. Jeżeli chcemy naprawdę wiedzieć, jak się zmienia w rzeczywistości, nie możemy w trakcie zmieniać definicji. Muszą one być porównywalne, więc porównywalna definicja daje większy deficyt niż ten, który się oblicza przy zmienionej definicji. Niektórzy, powtarzam niektórzy, nazywają to kreatywną czy twórczą księgowością.

A czym się różnią definicje? Czym się różnią takie pojęcia, jak wydatki i rozchody?

To są dość skomplikowane, techniczne kwestie. Ale najważniejszy jest jeden wskaźnik. I to każdy, kto chce zrozumieć problem budżetu, powinien się właściwie skoncentrować na jednym wskaźniku. A mianowicie na tym, jak rośnie dług publiczny. Bo nie-zależnie od tego, jak się będzie próbowało zmieniać definicje, to jeżeli żyje się ponad stan, to trzeba się zapożyczać. Nie można tego uprawiać na dłuższą metę.

Skrót piątkowej rozmowy z radia PiN

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama