W trakcie hossy, trwającej od marca do sierpnia, fundusze emerytalne przez większość czasu trzymały się z daleka od akcji. Dopiero w sierpniu zarządzający uznali, że wzrosty będą trwały dłużej i dołączyli do kupujących walory. OFE wydały wtedy ok. 0.5 mld zł. Jednak z końcem sierpnia hossa się skończyła i inwestorzy zaczęli wyprzedawać walory. Ale nie fundusze emerytalne.
Na koniec sierpnia wartość akcji znajdujących się w rękach funduszy wynosiła ponad 13 mld zł, a miesiąc później -12,5 mld zł. Ubyło ponad 500 mln zł. Jednak we wrześniu główne indeksy giełdy, WIG20 i WIG, spadły odpowiednio o 9,8 i 9,4%. Gdyby fundusze nie kupowały akcji, wartość tej części portfela zmalałaby o grubo ponad 1,2 mld zł. Oznacza to, że OFE musiały więc kupić akcje za mniej więcej 700-750 mln zł. Tak wielkich zakupów na giełdzie instytucje te jeszcze nie dokonywały. Na ten cel musiały wydać praktycznie wszystkie środki, jakie otrzymały z ZUS-u. We wrześniu bowiem dostały stamtąd ok. 760 mln zł.
O tym, że OFE dokupywały walory, świadczy też niewielki spadek udziału akcji w portfelach tych instytucji. O ile w sierpniu inwestycje w ten rodzaj papierów wartościowych stanowiły średnio 30,9% aktywów funduszy, to na koniec września było to 30,04%.
Taki zmasowany atak funduszy emerytalnych na giełdę mógł być spowodowany chęcią podtrzymania spadkowego rynku. Dla OFE bowiem malejące ceny akcji oznaczały dość dotkliwe spadki wartości jednostek rozrachunkowych. Jednak interwencja niewiele pomogła - jednostka na wartości straciła średnio ponad 3,2%. Nie udało się zahamować ani spadku wartości portfela akcyjnego, ani aktywów netto. Te zmalały z 42,1 mld zł do 41,6 mld zł, czyli o 500 mln zł.